Recenzja płyty: Meshiaak, „Alliance of Thieves”

Grzeszna przyjemność
Kto wie, może nawet mieszkańcy krainy łagodności w tajemnicy przed światem oddaliby się na kilka chwil takiej grzesznej przyjemności jak słuchanie tej płyty.
materiały prasowe

Miłośnicy soczystego łojenia nawet w sezonie ogórkowym nie mają powodów do narzekania. Właśnie w środku lata objawia im się debiut australijskiej formacji Meshiaak. Płyta „Alliance of Thieves” to od pierwszej do ostatniej nuty kaskada porywających metalowych riffów, gitarowych pogoni i wokalu Danny’ego Tomba, który przeraża rodziców dobrze ułożonych chłopców i dziewczynek. Jakby powodów do obaw było jeszcze mało, dodajmy, że za bębnami zasiada były perkusista Slayera Jon Dette. Z pewnością miłośnikom takiej muzyki nie będzie przeszkadzać, że używane przez Meshiaak patenty były już przed nimi wielokrotnie stosowane. Ważne, że brzmią naprawdę dobrze, gitarowe solówki, jak np. w „I am Among You”, są pierwsza klasa, a deklarujący się jako thrash head Tomb w pełni tę deklarację potwierdza. Kto wie, może nawet mieszkańcy krainy łagodności w tajemnicy przed światem oddaliby się na kilka chwil takiej grzesznej przyjemności jak słuchanie „Alliance of Thieves”?

Meshiaak, Alliance of Thieves, Mascot

Ocena: 4,5/6

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną