Recenzja płyty: Jeff Beck, „Loud Hailer”

Rock’n’Beck
Obok porywającego blues rocka znaleźć można tu dowody na fascynację jazzem, starym rock and rollem i jeszcze parę stylistycznych wycieczek.
materiały prasowe

W świecie gitarowym Jeff Beck to firma najwyższej klasy, funkcjonująca nieprzerwanie od dziesięcioleci. Nie tak dawno temu minęło pół wieku od chwili, gdy zastąpił Erica Claptona w zespole The Yardbirds. Jego imponująca dyskografia ukazuje go jako artystę poszukującego i eksperymentującego. Obok porywającego blues rocka znaleźć można tu dowody na fascynację jazzem, starym rock and rollem („Crazy Legs”) i jeszcze parę stylistycznych wycieczek. Wydany po sześciu latach przerwy najnowszy album Becka „Loud Hailer” to w dużej mierze powrót do soczystego, gitarowego rocka. Dobrego wrażenia nie zakłóca nawet odstający nieco i trochę niepotrzebny tu funkowy kawałek „O.I.L. (Can’t Get Enough of That Sticky)”. Jeff Beck zawsze stronił od mikrofonu, więc i na „Loud Hailer” wokalnie się nie udziela. Śpiewa natomiast zaproszona do współpracy Rosie Bones. I tu powstaje pewien problem – dla miłośników beckowej gitary pani Bones niekoniecznie musi się pojawiać w takim zakresie, gdyż niepotrzebnie skupia na sobie uwagę, podczas gdy bohaterem jest ON.

Jeff Beck, Loud Hailer, Rhino

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną