Muzyka

Czysta przyjemność

Recenzja płyty: Maxwell „blackSUMMERS'night”

materiały prasowe

Dość staroświecko brzmi dziś Gerald Maxwell Rivera, w latach 90. młodziutka gwiazda nowego soulu, gdy zestawić go dziś z produkcjami nowych gwiazd afroamerykańskiej muzyki. Ba, nawet jego rówieśnicy Erykah Badu i D’Angelo robią dziś rzeczy bardziej ekstrawaganckie. W porównaniu z nimi Maxwell to wokalista i autor mocno przywiązany do tradycyjnej gospelowej ekspresji i erotycznego zabarwienia muzyki soulowej. Ani tak zaskakujący w wizerunku, ani tak zaangażowany w tekstach. Szczyt nawiązań do rzeczywistości to w jego wypadku fragment utworu „III”: „Pragnę tylko damy w typie Michelle Obamy/By czuwała nade mną, gdy świat ogarnia szaleństwo”. Czy w takim razie niepotrzebny nam już Maxwell, niegdysiejszy sensacyjny debiutant i zdobywca licznych nagród, dziś nagrywający coraz rzadziej? Nic z tych rzeczy. Przejrzysta budowa, rhythmandbluesowa pulsacja z dość gęstą grą sekcji rytmicznej, a zarazem delikatność jego piosenek wydają się ponadczasowe. W połączeniu z wokalnym charakterem i lekkością przypominającymi miłosne ballady Prince’a, tworzą całość, dla której naturalną porą wydaje się sezon letni. A naturalnym celem – czysta przyjemność.

Maxwell, blackSUMMERS’night, Sony

Polityka 33.2016 (3072) z dnia 09.08.2016; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Czysta przyjemność"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Niespotykanie niewidoczny człowiek. Minister Kościński

Tadeusz Kościński przyjął tekę ministra finansów, ale się nie cieszy. Nominacji nie zawdzięcza swoim kompetencjom, ale temu, że już w 2015 r. znalazł się w drużynie Morawieckiego. Teraz musi znaleźć pieniądze na wydatki projektowane na Nowogrodzkiej.

Joanna Solska
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną