Muzyka

Bez zmęczenia materiału

Recenzja płyty: The Quireboys, „Twisted Love”

materiały prasowe
Pogrążonym w hitach na czasie przyda się przewietrzenie głośników i słuchawek.

W przeciwieństwie do artystów niespokojnych i poszukujących The Quireboys od ponad 30. lat nie wykazują najmniejszej ochoty poszukiwania czegokolwiek. Tak jak zaczęli ostro i rockowo w 1984 r., tak grają i śpiewają teraz. Dobiegający pięćdziesiątki wokalista Spike chrypi jak zawsze i swoją wiernością rock and rollowi zawstydza Roda Stewarta. Dowodem takiego stanu rzeczy jest płyta „Twisted Love”. Już od otwierającego zestaw, pędzącego na łeb na szyję „Torn & Frayed” wiemy, że nie ma mowy o żadnym zmęczeniu materiału. Swoją jubileuszową, dziesiątą płytą The Quireboys potwierdzają wierność muzyce prostej, może niezbyt wyrafinowanej, ale dynamicznej i pełnej pasji. „Twisted Love” to coś dla miłośników Faces, wczesnych Pretty Things ew. Mötley Crüe. A i pogrążonym w hitach na czasie przyda się przewietrzenie głośników i słuchawek.

The Quireboys, Twisted Love, Off Yer Rocka

Polityka 42.2016 (3081) z dnia 11.10.2016; Afisz. Premiery; s. 83
Oryginalny tytuł tekstu: "Bez zmęczenia materiału"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną