Recenzja płyty: Sepultura, „Machine Messiah”

Moc i wirtuozeria
Moc i wirtuozeria idą tu w parze i są w stanie przekonać nawet nieprzepadających za ciężkim graniem sceptyków.
materiały prasowe

Od wydania pierwszej płyty brazylijskiej Sepultury minęło już 30 lat. Dla wielu wykonawców oznacza to przekwalifikowanie do grupy weteranów żyjących blaknącymi wspomnieniami o minionych sukcesach i odżywających na chwilę podczas wspominkowych koncertów. Jednak metalowcy z Belo Horizonte ani myślą o emeryturze, imponują kondycją i brzmieniem. Dla zagorzałych fanów Sepultury obecny skład zespołu, bez braci Cavalera, to już nie to samo. Z oryginalnych członków grupy pozostali basista Paulo Jr. i gitarzysta Andreas Kisser, ale „nowi” sepulturowcy nie mają powodów do wstydu. Wydana niedawno płyta „Machine Messiah” jest tego dobitnym dowodem. Rozpoczynający całość tytułowy utwór początkowo uwodzi słuchacza powolnym wstępem, by wkrótce rozwinąć się w podniosły, rozpędzający się, metalowy pokaz siły. Ale muzyka na „Machine Messiah” nie jest w żadnym wypadku jedynie demonstracją potęgi brzmienia. Kompozycja „Iceberg Dances” to popis wysokiej klasy instrumentalnych możliwości Sepultury. Moc i wirtuozeria idą tu w parze i są w stanie przekonać nawet nieprzepadających za ciężkim graniem sceptyków.

Sepultura, Machine Messiah, Nuclear Blast

Ocena: 4,5/6

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną