Recenzja płyty: Ewa Lipska, Zbigniew Preisner, „2016 dokąd?”

Preisner na froncie
Może należałoby to po prostu odtwarzać przymusowo politykom, w szczególności z obozu rządzącego. Ale jestem przeciwnikiem tortur.
Preisner Productions/materiały prasowe

Przy nowym dziele Zbigniewa Preisnera (muzyka) i Ewy Lipskiej (scenariusz, teksty) nawet oratoria Rubika wydadzą się muzyką lekką, bezpretensjonalną i – co więcej – całkiem przyjemną. „2016 dokąd?” to przeniesiony na płytę spektakl duetu – pokazany we Wrocławiu w ramach Europejskiej Stolicy Kultury – co słychać w teatralnie rozciągniętych, celebrowanych, choć prostych muzycznie pomysłach. Sąsiadują tu ze sobą muzyka chóralna, pieśni miłosne, poezje Lipskiej i Miłosza, fragmenty dzieł Seneki (z robiącym tu za motto „Cechą najgorszą jest pospólstwo”), kabaretowe formy protestu („Polska tylko dla Polaka/Na obcego mamy haka”) i cytaty znane z internetowych memów („Błogosławione łono, które ciebie nosiło”). Śpiewają artyści z Piwnicy pod Baranami, kompozytor wychodzi na front w roli wokalisty, a Lisa Gerrard (Dead Can Dance) prezentuje długą wokalizę w utworze tytułowym. Cała ta mieszanka, mimo lepszych momentów (Beata Rybotycka, Anna Szałapak), złożyć się może co najwyżej w rodzaj akademii. Ale nie ku czci, tylko przeciwko: chaosowi, dzieleniu ludzi, złym rządom. I w bardzo koturnowej estetyce. Co osoby wzburzone wprawi w zakłopotanie: protestować jeszcze przeciwko „dobrej zmianie” czy już w obronie dobrego smaku? Może należałoby to po prostu odtwarzać przymusowo politykom, w szczególności z obozu rządzącego. Ale jestem przeciwnikiem tortur.

Ewa Lipska, Zbigniew Preisner, 2016 dokąd?, Preisner Productions

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną