Muzyka

Na tyłach w Luwrze?

Recenzja płyty: Lorde, „Melodrama”

Materiały partnera
Dla 16-latki cztery lata to szmat czasu, więc na drugiej płycie Lorde domyślnie szuka się dojrzałości.

Tymczasem początkowe wrażenie jest przeciwne. W swoim pierwszym przeboju „Royals” młodziutka Nowozelandka krytykowała popkulturowy mainstream, a na pełnometrażowym debiucie opowiadała o nastoletnich lękach z perspektywy całego pokolenia. Teraz jako 20-latka obraca się wokół prywatnej „Melodramy”: bolesnego rozstania z chłopakiem i tylko pogłębiającego samotność towarzystwa rówieśników. A z natchnionymi balladami sąsiaduje na jej nowej płycie radiowy pop z kręgów Katy Perry czy Taylor Swift (z tą drugą pracował zresztą producent „Melodramy” Jack Antonoff). Ale może to oznaka dojrzałości: sprawy wielkiego świata nie przesłaniają własnych, a popkulturę wykorzystuje się do swoich celów? Dobrą inspiracją byłby tu David Bowie, idol Lorde. „Melodramę” przepełnia jednak poczucie rezygnacji, jak gdyby Lorde startowała w konkurencji, w której są lepsi i która tak naprawdę jej nie interesuje. „Jesteśmy najlepsi, zawieszą nas w Luwrze/Wprawdzie gdzieś na tyłach, ale wciąż Luwr” – śpiewa w „The Louvre”. Dojrzewać nie musiał za to głos Lorde, wciąż jeden z najbardziej charakterystycznych na anglosaskiej scenie.

Lorde, Melodrama, Universal

Polityka 26.2017 (3116) z dnia 27.06.2017; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Na tyłach w Luwrze?"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną