Recenzja płyty: Jay-Z, „4:44”

Selfie roku
Konserwatywna i bezpieczna muzycznie płyta Jaya-Z
materiały prasowe

Najbardziej utytułowany raper wszech czasów przeprasza największą gwiazdę popu ostatnich lat Beyoncé za to, że ją zdradził i był złym małżonkiem. Tyle o najnowszej płycie Jaya-Z można się dowiedzieć nawet z mediów plotkarskich. Wypada jednak dodać, że dialog, jaki prowadzi ze sobą poprzez teksty piosenek para amerykańskich multimilionerów, jest czymś nowym nie tylko na poziomie marketingu. 47-letni Jay-Z jest tu hiphopowym biznesmenem przeżywającym kryzys wieku średniego – wierzącym wciąż, że tylko fortuna nie pozwala krajanom patrzeć na niego jak na „czarnucha”, ale niedowierzającym własnym emocjom. Ta konserwatywna i bezpieczna muzycznie płyta, udostępniona najpierw w serwisie Tidal (którego Jay-Z jest, a jakże, udziałowcem), pozwala mu też załatwiać rodzinne sprawy na innych planach – dzieciom przekazuje swoje dziedzictwo, a homoseksualnej matce daje szansę na coming out po latach w najbardziej chyba poruszającym utworze „Smile”, z cytatem ze Steviego Wondera. Sporo wynika z tego osobistego autoportretu, choć nie zawsze to, co sobie autor zamierzył.

Jay-Z, 4:44, Roc Nation

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną