Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Muzyka

Swój wróg

Recenzja płyty: Tori Amos, „Native Invader”

materiały prasowe
Większości kompozycji z tej płyty brakuje dawnego przekonania i siły.

Amerykańska wokalistka i pianistka Tori Amos przez ostatnie lata uciekała w kameralistykę i nobilitującą współpracę z Deutsche Grammophon, a tu miejscami wraca do formuły bliższej muzyce pop, z aranżacjami elektronicznymi, nawet automatem perkusyjnym. I wychodzi jej to zdecydowanie gorzej niż fortepianowe ballady. Nie wybrzmiewa też najlepiej opowieść o niebezpieczeństwie wewnętrznym, którą proponuje w tekstach. W „Up the Creek” woła, by stawić opór ludziom ślepym na zmiany klimatu, w utworze „Russia” (z wersji rozszerzonej płyty) sugeruje rosyjskie wpływy na amerykańskie sprawy. Widać w tym protest przeciw zapleczu Trumpa, przeciw agitatorskiemu ruchowi alt-right, tyle że ten ładunek gniewu i sprzeciwu jest tak delikatny jak cała twórczość Tori Amos. A może nawet słabszy, bo większości kompozycji z tej płyty brakuje dawnego przekonania i siły. Amos śpiewa więc o tytułowym „wewnętrznym najeźdźcy” Ameryki, nie dostrzegając, że własna konwencja stała się wrogiem, a przynajmniej dużym obciążeniem dla niej samej.

Tori Amos, Native Invader, Decca

Polityka 38.2017 (3128) z dnia 19.09.2017; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Swój wróg"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną