Recenzja płyty: Król, „Przewijanie na podglądzie”

Trans i niepokój
Po wysłuchaniu całości płyty pozostaje wrażenie jakiejś mentalnej postapokalipsy i metafizycznego niepokoju.
materiały prasowe

Tak to idzie na tej płycie: najpierw zanurzamy się w dźwiękowe spokojne tło wygenerowane przez subtelną elektronikę, potem przysłuchujemy się tekstom, których bohaterowie sprawiają wrażenie skazanych na los, bezwolnych i depresyjnych, aż wreszcie niespokojny, transowy, niekiedy niemal taneczny rytm dystansuje nas od tych nastrojów, stawiając wielki znak zapytania. Po wysłuchaniu całości płyty „Przewijanie na podglądzie” pozostaje wrażenie jakiejś mentalnej postapokalipsy i metafizycznego niepokoju. Ten niedługi, składający się z dziewięciu utworów album Błażeja Króla jest niezwykle sugestywny, choć nie ma na nim żadnych muzycznych efektów specjalnych i żadnego epatowania potwornością, desperacją czy skandalem. Jest za to pastelowy, choć niepozbawiony mocy głos Króla, jest niekiedy („Niemożliwe”, „Spróbuję/Strażnik”) melodyjność trochę jakby z ballady, a trochę z popowego szlagieru. No i transowość, znana już z wcześniejszych dokonań tego artysty.

Król, Przewijanie na podglądzie, Art2/Agora

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną