Recenzja płyty: Lonker See, „One Eye Sees Red”

Część wspólna
Zespół, który kilka lat temu był nadzieją, dziś te nadzieje spełnia. A zaskakująco krótki utwór tytułowy jest w tym procesie kropką nad „i”.
materiały prasowe

Mamy w Polsce dobrą tradycję łączenia instrumentów dętych z mocnym, rockowym brzmieniem. Nie zaskakuje więc, że gdyński zespół Lonker See potrafi połączyć psychodeliczno-rockową sekcję rytmiczną (Michał Gos i Joanna Kucharska), riffy gitarowe lidera Bartosza Boro Borowskiego i wejścia saksofonu lub fletu Tomasza Gadeckiego. Zaskoczeniem, i to coraz większym, jest to, jak hipnotycznie potrafią wciągnąć – nawet w utworach instrumentalnych – dzięki umiejętnej, bardzo subtelnie prowadzonej grze dynamiką. Zawierająca tylko trzy utwory (w tym dwie części „Solaris”, kontynuacji konceptu z debiutanckiej płyty „Split Image”) płyta „One Eye Sees Red” wymaga czasu, nie ma w sobie taniej krzykliwości, przypomina też, że rock kosmiczny i uduchowiony jazz mają sporą i ciekawą część wspólną. Łączy dwie zalety: dość dojrzałe gospodarowanie owymi mocnymi, rockowymi środkami, a także naturalną, po jazzowemu zbudowaną przestrzeń dźwiękową. I przekonuje, że zespół, który kilka lat temu był nadzieją, dziś te nadzieje spełnia. A zaskakująco krótki utwór tytułowy jest w tym procesie kropką nad „i”.

Lonker See, One Eye Sees Red, Insant Classic

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną