Recenzja płyty: Taconafide, „Soma 0,5 mg”

Autoproroctwo
Są przebojowi i korzystają z zaraźliwych amerykańskich wzorców, ale też pretensjonalni.
materiały prasowe

Tytułowa soma to uniwersalny środek, który w „Nowym wspaniałym świecie”, wyprorokowanym przez Aldousa Huxleya, zapewnia iluzję szczęścia. W świecie, o którym opowiada duet Taconafide – czyli rzeczywistości rapowych ludzi sukcesu – soma też się przyda, bo z tej sławy i z tych pieniędzy tylko samotność i niezrozumienie. Dwie gwiazdy sceny – Taco Hemingway i Quebonafide – na bieżąco relacjonują tu swoją współpracę opartą na wizerunkowej synergii („Taco na fejmie Quebo, Que na renomie Taco”), opowiadają o różnicach („Dobrze, że nie masz pieniędzy, bo wydałbyś wszystko na ciuchy/U mnie spokojnie, powoli do przodu, u ciebie wahania jak”) i żałośnie wzdychają nad trudami życia gwiazdy, westchnienia przetwarzając w melodyjne refreny za pomocą efektu Autotune. Są przebojowi i korzystają z zaraźliwych amerykańskich wzorców, ale też pretensjonalni („Znowu jak Platon muszę wpuszczać to światło do jaskiń”). Odgrażają się („To już movement, a nie muzyka”), że zrobią to, co – jak dobrze wiemy – już zrobili. Podbiją polski rynek muzyczny. Może to dlatego po przesłuchaniu albumu mamy wrażenie, że niczego nowego się nie dowiedzieliśmy?

Taconafide, Soma 0,5 mg, Taconafidex

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną