Recenzja płyty: Gorillaz, „The Now Now”

Smutek goryli
Nad płytą unosi się jakiś duch niemocy i smutek, sprawiając, że choć przyjemniejsza od poprzedniego albumu, nie będzie taka do końca lekka.
materiały prasowe

Pierwsze takty „Humility” zwiastują beztroską zabawę, niczym na płycie Bruno Marsa. Funkujący rytm, brzmienie w stylu lat 80., do tego charakterystyczna partia gitary George’a Bensona… Atmosferę zmienia melancholijny głos muzycznego szefa projektu Gorillaz, Damona Albarna (szefem graficznym – to wciąż zespół „rysunkowy” – jest Jamie Hewlett). I jeszcze tekst o izolacji, czytany na różne sposoby, ale najczęściej przez pryzmat dzisiejszego klimatu na Wyspach Brytyjskich, gdzie narodziła się idea tej superpopularnej, choć fikcyjnej grupy. Dla Albarna, lidera Blur, właśnie ta efemeryda, grupa bez stałego składu, korzystająca w dużej mierze z pomocy różnych znanych muzyków – tutaj m.in. rapera Snoop Dogga i elektronicznego producenta Jamesa Forda – stała się największym komercyjnym sukcesem. Może więc próbuje za jej pomocą przemycić pomysły, które normalnie wykorzystałby na albumach Blur lub solowych płytach? Kto wie, bo nad całą utrzymaną w średnich tempach płytą „The Now Now” unosi się jakiś duch niemocy i smutek, sprawiając, że choć przyjemniejsza od poprzedniego albumu „Humanz”, nie będzie taka do końca lekka.

Gorillaz, The Now Now, Parlophone

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną