Recenzja płyty: Siksa, „Stabat Mater Dolorosa”

Duma i uprzedzenia
materiały prasowe

Wstrząsająca jest ta płyta. Ale trudno patrzeć na pełnoprawny debiut albumowy gnieźnieńskiego duetu Siksa jako na zwykłą płytę, której posłuchamy sobie dwa razy przed południem i trzy razy wieczorem, uprzyjemniając dzień. To raczej feministyczno-punkowy performance ulepiony z niezgody i bólu, który skrajnie prostymi środkami – pełną emocji narracją wokalną i surowymi figurami gitary basowej – przenosi ten ból na słuchacza. A przy okazji przenosi i niezgodę, bo ostry uliczny język, radykalne obrazy i przykre sytuacje (świat jak z Masłowskiej, tylko bez literackich ceregieli) wiele osób odrzuci. Inspiracje czerpie ta muzyka w równej mierze z punka, jak i zaangażowanych występów typu spoken word, a nawet szokującej estetyki takich formacji jak Throbbing Gristle. A wokalistka Siksy, Alex Freiheit, już teraz została rozpoznana jako osobowość przez media – głównie za sprawą dość bezkompromisowej postawy („Dziewczyny są ograniczane przez tyle rzeczy, a ja nie chcę być ograniczana” – mówiła w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”). Dla mnie największym odkryciem w tej odsłonie dorobku Siksy – bo sam duet pisze o tym materiale jako trzecim sezonie działalności – jest naświetlanie tematów poprzez wykorzystywanie sposobu mówienia (bo trudno to uznać za parodię) osób publicznych: Beaty Szydło w „Polityk, ale kobieta” czy Dody w utworze „Marina Abramović”. I niech to będzie pierwsze oparcie dla szukających artystycznego punktu zaczepienia. A lepiej się czegoś trzymać, bo wstrząs gwarantowany.

Siksa, Stabat Mater Dolorosa, Antena Krzyku

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną