Recenzja płyty: „Chicago Plays the Stones”

Stonesi po chicagowsku
Album daje słuchaczom możliwość zapoznania się z 12 bardziej i mniej znanymi kawałkami Stonesów w wykonaniu artystów stanowiących śmietankę chicagowskiego bluesa.
materiały prasowe

W pierwszej połowie lat 60. XX w. świat muzyki rozrywkowej skierował wzrok na Wyspy Brytyjskie. Tam dokonywała się rewolucja mająca wywrzeć gigantyczny wpływ na rynki większości krajów, ze Stanami Zjednoczonymi włącznie. U podstaw tej „brytyjskiej inwazji” legły jednak silne wpływy właśnie muzyki amerykańskiej, takiej jak rock and roll i blues. I to te bluesowe rytmy wraz z modą tamtych lat powróciły do łask publiczności w USA. Najsłynniejszym po dziś dzień europejskim zespołem, któremu ta muzyka tak wiele zawdzięcza, jest oczywiście grupa The Rolling Stones. I oto po pół wieku z okładem pojawia się na rynku płyta w specyficzny sposób spłacająca ten dług. Album „Chicago Plays the Stones” daje słuchaczom możliwość zapoznania się z 12 bardziej i mniej znanymi kawałkami Stonesów w wykonaniu artystów stanowiących śmietankę chicagowskiego bluesa. Są tu m.in. Buddy Guy, Billy Boy Arnold, Ronnie Baker Brooks, John Primer czy Jimmy Burns. Niezależnie od przyjemności słuchania doskonałych wykonawców, mamy też okazję do porównania stonesowych oryginałów z chicagowskimi wersjami. Może właśnie dzięki tej płycie wyciągniemy niektóre dawno niesłuchane albumy RS i ponownie uświadomimy sobie ich znaczenie dla muzyki.

Różni wykonawcy, Chicago Plays the Stones, Megaforce

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną