Muzyka

Rock po Bowiem

Recenzja płyty: Anna Calvi, „Hunter”

materiały prasowe
Słychać na płycie, że Calvi bardzo pilnie przerabiała przez ostatnie lata schedę po Davidzie Bowiem.

Z superzdolnej debiutantki Anna Calvi zmieniła się niepostrzeżenie w wykonawczynię, od której wymaga się już tylko wielkich czynów i wybitnych albumów. Na to wskazują pierwsze reakcje na jej trzecią płytę „Hunter”. Tymczasem jedyne, co angielska wokalistka tu potwierdza, to status aktorki charakterystycznej brytyjskiej sceny. Trochę jak z soundtracków Ennio Morricone (te imponujące wokalizy), trochę jak z „Miasteczka Twin Peaks” (ten mroczny klimat). Kto oczekuje od niej nowych pomysłów na siebie, jakie miała na tym etapie kariery na przykład PJ Harvey, jasny wzorzec i punkt odniesienia, może się rozczarować nową płytą. Słychać za to, że Calvi bardzo pilnie przerabiała przez ostatnie lata schedę po Davidzie Bowiem. Nie tylko wzięła udział w płycie-hołdzie dla zmarłego artysty (nagranej przez Jhereka Bischoffa i Amandę Palmer), ale w kilku nagraniach na nowym albumie – choćby w utworze tytułowym – przenosi nas do lat 70. W świat późnego glam rocka, właśnie Bowiego, no i jeszcze zespołu Roxy Music. Zbyt to wyrafinowane, by ją wywindować na listach bestsellerów, ale przynosi nieco ciekawego nowego materiału do grania na koncertach – już w listopadzie Calvi gra w Warszawie.

Anna Calvi, Hunter, Domino

Polityka 35.2018 (3175) z dnia 28.08.2018; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Rock po Bowiem"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Skąd się biorą pioruny? Odpowiedź może zaskoczyć

Piorun pojawia się nagle, znika błyskawicznie i nie pozwala się łatwo zbadać. Skąd to budzące zachwyt i grozę zjawisko bierze energię oraz jak ją uwalnia? Odpowiedź może zaskoczyć.

Andrzej Hołdys
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną