Recenzja płyty: Orzeł&Reszka, „Orzeł i Reszka”

Elektromelancholia
Niedługa, ale świetnie zrobiona płyta.
materiały prasowe

Ten duet (Magdalena Turłaj i Maurycy Kiebzak-Górski) znany z innych konfiguracji gorzowskiej sceny muzycznej (Żółte Kalendarze, Drekoty, Kawałek Kulki, UL/KR) dobrał się całkiem udanie, o czym świadczy ta niedługa (30 minut), ale świetnie zrobiona płyta. Syntezatorowe brzmienia nawiązują niekiedy do początków synthpopu (przebojowe „Posążki”), częściej wpisują się we współczesne klimaty elektro („Zrobię to inaczej”, „Nocy stół”, „Struga”), zdarza się nawet prowokacyjnie prosta estetyka (konwencja walczyka w „Od A do Z”), ale mimo tych łatwo wyczuwalnych kontekstów trudno nie mieć wrażenia muzycznej świeżości i oryginalności. Może ze względu na bezpretensjonalny, ciepły wokal Magdy Turłaj, może z powodu udanej fuzji muzycznej przeszłości z wrażliwością zupełnie nową? No i jeszcze coś – bardzo charakterystyczny, obecny właściwie w każdej piosence, a najbardziej intensywny w ostatniej na płycie („Nic nie szkodzi”) nastrój nostalgii, a właściwie melancholii, która wydaje się nie tyle depresyjnym zjazdem, ile stanem permanentnym, „normą” i symbolem ducha czasów.

Orzeł&Reszka, Orzeł i Reszka, Thin Man Records

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną