Recenzja płyty: Walter Trout, „Survivor Blues”

Wciąż w szczytowej formie
ani dobiegającego siedemdziesiątki amerykańskiego bluesmana Waltera Trouta od kilku lat z niepokojem śledzą informacje o stanie jego zdrowia i zapowiedzi dotyczące jego aktywności zawodowej.
materiały prasowe

Po komplikacjach związanych z przeszczepem wątroby Trout wydaje się jednak powracać do pełni sił, co sygnalizuje tytuł jego najnowszego albumu „Survivor Blues” („Blues ocalonego”). 12 utworów zamieszczonych na płycie dowodzi, że Walter Trout nie tylko przetrwał życiowe burze, ale również zachował rewelacyjną formę. Wystarczy posłuchać otwierającej całość kompozycji Jimmiego Dawkinsa „Me, My Guitar and the Blues” z fantastycznym śpiewnym solo gitary, by upewnić się, że artysta nie potrzebuje taryfy ulgowej. Na „Survivor Blues” Trout postanowił umieścić same tzw. covery, ale nie słynnych, wylansowanych już utworów, tylko kompozycji pozostających nieco w cieniu, a jego zdaniem nie mniej wartościowych. Są tu więc utwory takich autorów, jak m.in. Sunnyland Slim, Otis Rush, J.B. Lenoir czy Elmore James. Już choćby wspaniała gitara w „Something Inside of Me” tego ostatniego jest wystarczającym powodem, by zakochać się w tym albumie.

Walter Trout, Survivor Blues, Provogue

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną