Muzyka

W studiu i na żywo

Recenzja płyty: The Rolling Stones, „Honk”

materiały prasowe
Potężna dawka fantastycznych nagrań.

Legendy się nie ocenia, legendy się nie recenzuje, bo już dawno zrobili to inni. Ale słuchać warto, bo szczególnie młodsze pokolenia na pytanie, jakie zna piosenki Rolling Stonesów, jest w stanie wymienić zaledwie kilka tytułów z ogromnego dorobku legendy. Najnowsza kompilacja stonesowych nagrań, „Honk”, może więc stanowić atrakcyjną propozycję właśnie dla młodszych słuchaczy. Przystępnie wyceniony, trzypłytowy album pozwala mniej zaawansowanym rockfanom poszerzyć wiedzę o repertuarze Jaggera i jego kolegów. Jest to, siłą rzeczy, zestawienie wybiórcze. Nie znajdziemy tu najwcześniejszych nagrań Stonesów z okresu lat 60. „Honk” startuje mniej więcej od albumu „Sticky Fingers”, czyli od roku 1971. Pierwsze dwie płyty zawierają 36 tytułów uświadamiających odbiorcy, że The Rolling Stones z tego okresu to nie tylko „Brown Sugar” czy „Angie”. Tę potężną dawkę fantastycznych nagrań studyjnych uzupełnia dysk nr 3 z wyborem współcześnie dokonanych wersji koncertowych, dających pojęcie, jak rewelacyjnie brzmią Stonesi również poza studiem.

The Rolling Stones, Honk, Polydor

Ocena 5,5/6

Polityka 19.2019 (3209) z dnia 07.05.2019; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "W studiu i na żywo"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Small talk zaczął być źródłem stresu

Dr Marzena Cypryańska-Nezlek o tym, dlaczego pogawędka o pogodzie straciła miłą neutralność i zaczęła wywoływać napięcie.

Katarzyna Kazimierowska
07.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną