Muzyka

Nie dla sztywniaków

Recenzja płyty: Volbeat, „Rewind, Replay, Rebound”

materiały prasowe
Są gitary, walą bębny, tatuaże u członków zespołu wciąż na miejscu...

Duńska grupa Volbeat od dawna kamuflowała swoje upodobania muzyczne. Oficjalnie zaksięgowana jako metal, pilnie starała się sprostać powszechnie przyjętemu wizerunkowi, opakowując swoje kompozycje w stosowne riffy i solówki. Jednak uważny słuchacz doskonale wyczuwał w muzyce zespołu ciążenie ku melodii, a może – aż strach pomyśleć – piosence? I oto pojawia się najnowszy album Volbeat „Rewind, Replay, Rebound”. Owszem, są gitary, walą bębny, tatuaże u członków zespołu wciąż na miejscu, ale gdzie ten metal? Muzyka jest już określona w tytule płyty i spełnia obietnicę sugerującą, że Volbeat chce się pobawić takim trochę rock and rollem w wersji retro, i to amerykańskim, co może wywołać zaniepokojenie duńskiego ministerstwa dziedzictwa narodowego. Zanim jednak wkroczą odpowiedni urzędnicy z nakazami i zakazami, warto cieszyć się 14 kawałkami z „Rewind, Replay, Rebound”. To rock and roll w czystej postaci, melodyjny, dynamiczny, swobodny, może nieco niedzisiejszy, ale dzięki temu autentyczny. Na pewno nie dla sztywniaków pod krawatami.

Volbeat, Rewind, Replay, Rebound, Virgin

Ocena 4,5/6

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Współczesny

Po co właściwie żyjemy? Jaki jest sens życia?

Cóż bardziej jałowego niż pytanie o sens życia? Brzmi patetycznie, a nawet infantylnie. Dorośli unikają takiej frazeologii, jedynie młodzież czasami na nią się jeszcze nabiera. Tylko właściwie dlaczego pytanie o sens życia wzbudza zażenowanie?

Jan Hartman
25.09.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną