Muzyka

Reżyserka samej siebie

Recenzja płyty: Julia Marcell, „Skull Echo”

materiały prasowe
Rzecz do słuchania w całości, dość poważna w tonie, spójna brzmieniowo – z powracającymi glissandami i tą odświeżoną wokalistyką, jak gdyby Marcell stała się tu reżyserką samej siebie.

Można nowy album Julii Marcell odbierać na dwa sposoby. Według klucza atrakcyjnych singli: „Moment i wieczność” znany jest już od października, piosenka „Prawdopodobieństwo” miała premierę pod koniec roku, a kolejną powinna być pewnie „Nostalgia”, zanurzona stosownie do tytułu w klimacie retro. Głos autorki w tych dwóch ostatnich – ale też choćby w utworze „Czas” – przywodzi nowe, zaskakujące skojarzenia z alternatywną wersją Beaty Kozidrak, takiej wychowanej na skandynawskim popie i skoncentrowanej na artystycznych poszukiwaniach. Jeszcze ciekawszy jest drugi klucz, filmowy – a płyta potwierdza na różne sposoby ambicje Marcell, pracującej nad filmowym debiutem – lub po prostu koncepcyjny. To płyta skupiona na motywach mijającego czasu („Czas przez palce leci twe”) i gubionych wrażeń („Nie ma nas tam, tam i tam”), witająca słuchacza syntezatorowym motywem nawiązującym do „Warszawy” Davida Bowiego („Ekstaza intelektualna”) i sygnalizującym z miejsca jakąś mgłę, tajemnicę. Rzecz do słuchania w całości, dość poważna w tonie, spójna brzmieniowo – z powracającymi glissandami i tą odświeżoną wokalistyką, jak gdyby Marcell stała się tu reżyserką samej siebie. To dobra reżyseria.

Julia Marcell, Skull Echo, Mystic

Polityka 4.2020 (3245) z dnia 21.01.2020; Afisz. Premiery; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Reżyserka samej siebie"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Nie chcą naszego mięsa

Dla zdobycia głosów drobnych rolników rząd nie waha się ryzykować zdrowia polskich konsumentów, a także załamania eksportu polskiej żywności.

Joanna Solska
29.01.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną