Muzyka

Pośmiertny album Whitleya

Nagrywając ją Whitley miał już świadomość swej śmiertelnej choroby. Niełatwo słucha się takiej płyty, niełatwo też ją ocenia. Whitley był bluesmanem, nic więc dziwnego, że i jego ostatni album pełen jest bluesa. Ale zarówno sposób nagrania płyty (100 proc. na żywo, bez jakichkolwiek poprawek i zabiegów technicznych), jak i sposób grania („brudna” gitara, minimalistyczne brzmienie) powodują, że mamy do czynienia z muzyką, której z pewnością nie usłyszymy w popularnych stacjach radiowych, których zadaniem jest umilanie, rozbawianie i towarzyszenie.

Boję się również, że niełatwo będzie odszukać te płytę w naszych sklepach muzycznych. To nie jest chodliwy, miło wlatujący i równie miło wylatujący ćwierk, szumek i śmieszek.

Chris Whitley&the Bastard Club, Reiter In, Red Parlor, 2006

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną