Muzyka

Niegodni upadku

Recenzja płyty: Mānbryne, „Heilsweg: O udręce ciała i tułaczce duszy”

materiały prasowe
Metal jako muzyka czasów apokalipsy to klisza zbyt często nadużywana, lecz w przypadku Mānbryne nie ma w niej fałszu.

Jeśli hasło black metal kojarzy się państwu wyłącznie z Nergalem, to – niczego nie ujmując grupie Behemoth – warto poszukać głębiej. Trzon Mānbryne tworzą muzycy obecni na scenie od lat (m.in. w składzie Blaze of Perdition), ale siłą napędową zespołu jest debiutujący gitarzysta i kompozytor Renz. Połączenie doświadczenia i świeżości dało znakomity efekt, płytę trzymającą się ekstremalnych gatunkowych reguł, a jednocześnie wciąż szukającą nowych rozwiązań. Mroczną i przygnębiającą, a zarazem hipnotyzująco piękną. „Heilsweg” to obraz samotności, rozpaczy i duchowej pustki, malowany czernią, szarością i grafitem, przesycony goryczą i egzystencjalnym lękiem.

Mānbryne, Heilsweg: O udręce ciała i tułaczce duszy, Terratur Possessions/Malignant Voices

Polityka 18.2021 (3310) z dnia 26.04.2021; Afisz. Premiery; s. 101
Oryginalny tytuł tekstu: "Niegodni upadku"
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001