Muzyka

Jeszcze jeden bluesman z Południa

Uwaga: bluesfani do patefonów!

Tinsley Ellis jest o dziesięć lat starszy od Taba Benoit, także jest bluesmanem i też urodził się na południu Stanów, ale trochę bardziej na wschód, bo w Georgii. Jest mniej „bagnisty”, zupełnie nie francuski, ale za to bardziej rockowy.

Jeżeli ktoś lubi mocno brzmiącą sekcję, wyeksponowaną gitarę elektryczną i klasyczne wpływy, od Cream i Stonesów po Steviego Raya, powinien natychmiast kupić (piractwo jest nieładne) najnowszy album Ellisa „Moment of Truth” i bardzo głośno słuchać go od początku do końca. No, może do przedostatniego utworu, bo ostatni „Shadow of Doubt” jest akustyczny i nie ma właściwego kopa. Ale też ładny.

Można się na siłę czepiać, że Ellis jest trochę za mało odkrywczy i eksploatuje od dawna znane patenty, ale czy gdzieś jest napisane, że istotą bluesa jest postęp i eksperyment? Przeciwnie, tu liczy się głównie tradycja. Jak ktoś w tej sprawie wymyśli coś nowego i wartościowego, to się pomyśli. A na razie – bluesfani do patefonów!
 

Tinsley Ellis, Moment of Truth, Alligator 2007 

   

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Problemy psychiczne dzieci i rodzicielskie zaniedbania

Dr hab. Małgorzata Święcicka: O problemach psychicznych dzieci i rozmaitych „psychologicznych modach”, rodzicielskich zaniedbaniach i lękach na wyrost.

Joanna Cieśla
16.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną