Muzyka

Następny po Zimermanie

Recenzja płyty: Rafał Blechacz, "Chopin, The Complete Preludes"

Będzie jeszcze lepszy.

Po raz pierwszy od czasu Krystiana Zimermana prestiżowa niemiecka firma, dziś działająca w ramach koncernu Universal, zawierzyła polskiemu artyście. Kilku laureatów warszawskich Konkursów Chopinowskich wzięła już kiedyś pod swoje skrzydła – i nie zawiodła się na Maurizio Pollinim (I nagroda w 1960 r.), Marcie Argerich (zwyciężczyni z 1965 r.) czy Mitsuko Uchidzie (II nagroda w 1970 r.), no i oczywiście na Zimermanie (1975 r.).

Po długiej przerwie dopiero w 2000 r. zaproponowała kontrakt młodziutkiemu Chińczykowi Yundi Li, którego nagrania nie okazały się olśniewające. Jednak wybór ten był świadectwem dojścia do głosu chińskiej pianistyki i swoistej na nią mody – pupilkiem DG został też młody i żywiołowy, utalentowany, ale dość powierzchowny Lang Lang. Fakt, że dziś menedżerowie Deutsche Grammophon postawili na Blechacza, może świadczyć o zmianie tendencji. Bo jego pianistyka wnosi inną wartość. Nie popis i błysk, lecz rozwagę i refleksję. Blechacz jest młody, ale dojrzały.

We własnej skali zapewne nie rozwinął w pełni swoich możliwości, słuchając go odczuwa się, że jego gra będzie jeszcze lepsza, jeszcze bardziej pogłębiona. Blechacz nie jest pianistą skłonnym do efekciarstwa, artystą rozwichrzonym i romantycznym. To typ cyzelatora pieszczącego z miłością każdą nutę i frazę. W jego interpretacji Chopina widać też wyjście w przyszłość, ku impresjonizmowi.

Rafał Blechacz, Chopin, The Complete Preludes, Deutsche Grammophon 2007

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną