"Ostatnie wspólne zdjęcie"
Makowiecki znalazł optymalną ścieżkę dla swojego talentu.

Tomek Makowiecki, Ostatnie wspólne zdjęcie, Sony/BMG

Tomek Makowiecki uważany dotychczas za typowy produkt telewizyjnego „Idola”, czego nie mogły zmienić nawet dwie wydane płyty, nagrał wreszcie trzecią, która ma szansę być dla jego kariery przełomowa.

Album „Ostatnie wspólne zdjęcie” nie budzi wątpliwości, że mamy do czynienia z muzyką pop, tyle że jest to pop wyraźnie przekraczający krajowe standardy. W jedenastu zamieszczonych tu piosenkach dominuje liryczna melancholia lekko spatynowana brytyjskim brzmieniem z lat 60. i subtelnymi wpływami francuskimi (vide: własna wersja ballady „Bonnie/and/Clyde” Serge’a Gainsbourga zaśpiewana wspólnie z Anią Dąbrowską). Wszystko to podane z wielką elegancją i wyczuciem stylu, co potwierdza, że Makowiecki znalazł wreszcie optymalną ścieżkę dla swojego talentu.

Płyta raczej dla tych, którzy wolą szept od krzyku, raczej dla refleksyjnych kobiet niż samców alfa, co oczywiście nie musi zamykać grona odbiorców w pełni już dojrzałego artystycznie wokalisty.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną