Mirosław Pęczak: – Jak właściwie jest z tą twoją fascynacją muzycznym folklorem?
Maciej Szajkowski: – W Kapeli Ze Wsi Warszawa mieliśmy dawniej fatalne skojarzenia: muzyczna ludowość, czyli PRL, cepeliada itd. Ale podczas wyjazdów na wieś dane nam było spotykać się z ludźmi, którzy stali się dla nas inspiracją. Pojechaliśmy kiedyś w region kołbielski, który słynie ze znakomitych harmonistów. Na spotkaniu z rodziną Stanisława Kąkolewskiego dowiedzieliśmy się, że w tych okolicach, kiedy jeszcze po wojnie panowała straszliwa bieda, pojawiła się Mira Zimińska, która zbierała pieśni i tańce do repertuaru nowo powstałego zespołu Mazowsze. No i przy okazji dała ludziom pracę. Zatrudniła nie tylko muzyków, ale i kobiety do szycia strojów. Podobne historie słyszeliśmy jeszcze w innych regionach. I choćby za to Mazowszu należy się szacunek.
A jeśli idzie o sprawy artystyczne?
No cóż, trudno byłoby obronić tezę, wedle której zespoły pieśni i tańca wiernie ukazywały kulturę chłopską. Natomiast bezwzględnie stały się fenomenem kultury masowej. Mazowsze czy Śląsk wypełniały sale koncertowe i nadal są najpopularniejsze wśród Polonusów, którzy szczerze wzruszają się na tych koncertach. Owszem, słusznie narzeka się na politykę kulturalną PRL, że instrumentalnie i propagandowo traktowała muzyczną tradycję wsi, ale przez sam fakt zainteresowania władzy tym obszarem coś tam udało się zachować.
No proszę – i mówi to twórca punk-folkowego projektu R.U.T.A.!
Ja bym się nie dziwił. Jeden z weteranów polskiej sceny punkowej Robert Brylewski jest synem tancerzy ze Śląska i ma dla działalności Stanisława Hadyny duży szacunek.
Album „Gore” wszyscy zgodnie nazywają muzycznym wydarzeniem 2011 r.