Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Rozpad domu Usherów

Recenzja spektaklu: "Zagłada domu Usherów", reż. Barbara Wysocka

Ściany się nie walą, trup nie ściele się gęsto, ale groza pozostaje

Niezwykle cenny cykl Terytoria, przedstawiający twórczość operową (głównie kameralną) XX i XXI w., powrócił właśnie do Opery Narodowej udaną premierą „Zagłady domu Usherów” Philipa Glassa. Barbara Wysocka, młoda reżyserka debiutująca w operze (jest również aktorką Starego Teatru w Krakowie i z wykształcenia skrzypaczką), podeszła do dzieła, inspirując się przede wszystkim muzyką i wiejącym z niej nastrojem monotonnej beznadziei i osuwania się w przepaść, ale także powracając do oryginalnego opowiadania Edgara Allana Poe, w którym jest o wiele więcej rzeczy niedopowiedzianych niż w libretcie stworzonym przez Arthura Yorinksa. I to niedopowiedzenie, zignorowanie didaskaliów, okazało się posunięciem znakomitym. Jest to nie tyle upadek domu Usherów, co stopniowy rozpad, rozkład. Ściany się nie walą, trup nie ściele się gęsto, ale groza pozostaje.

Śpiewacy (Adam Szerszeń – William, Brian Stucki – Roderick, Agnieszka Piass – Madeline) są też świetni aktorsko (w drugiej obsadzie rolę Madeline wykonuje Agata Zubel). Dyrygentowi zaś, Wojciechowi Michniewskiemu, i zespołowi należą się wyrazy szacunku za wytrwałość – u Glassa w powtórzeniach motywów łatwo się pogubić.

 

Polityka 47.2009 (2732) z dnia 21.11.2009; Kultura; s. 47
Oryginalny tytuł tekstu: "Rozpad domu Usherów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną