Recenzja spektaklu: „Pacyfiści”, reż. Jacek Braciak
„Pacyfiści”, choć niepozbawieni wad, sprawdzają się dobrze jako lustro, w którym łatwo może się przejrzeć klasa średnia.
„Pacyfiści”, choć niepozbawieni wad, sprawdzają się dobrze jako lustro, w którym łatwo może się przejrzeć klasa średnia.
Pomysł wystawienia Szekspira w ogrodach warszawskiego Zamku Królewskiego Jakub Krofta przywiózł z Czech, gdzie m.in. w Pradze od ćwierćwiecza odbywa się plenerowy festiwal szekspirowski.
Jagoda Szelc z zespołem portretują proces, przez jaki przechodzi wiele dorosłych dzieci alkoholików.
To przeniesienie spektaklu, który miał premierę miesiąc temu w Semperoper w Dreźnie, zmodyfikowanego nieco ze względu na wielkość sceny.
W „Strachu przed lataniem” Erica Jong odwraca schemat – w centrum stawia kobiecą bohaterkę, która rozpoczyna eksplorację swoich pragnień, a mężczyźni są tu obsadzeni w rolach pomocniczych: cierpliwego męża i szalonego, głupiutkiego kochanka.
Autobiograficzna opowieść, której centralnym punktem jest śmierć ojca.
Główne role są naprawdę satysfakcjonujące – i wokalnie, i aktorsko.
To opowieść, która w różnych wydaniach pojawiała się już nieraz w Teatrze Śląskim. Do jednych trafi, innym wyda się archaiczna lub petryfikująca.
Hamlet jest buntownikiem co najwyżej z Instagrama, wymuskanym nepo baby, tyleż wrażliwym na zło świata, co narcystycznym i bezsilnym. Ale czy można go potępiać?
Jest to, jak informuje Teatr Telewizji, szósta ekranizacja komedii Gabrieli Zapolskiej, od pierwszej z 1968 r. po spektakl Marcina Wrony z 2013 r. z Magdaleną Cielecką w tytułowej roli.
Polski Balet Narodowy daje efektowny popis, a towarzyszy mu również znakomicie orkiestra pod batutą Marty Kluczyńskiej.
Siłę temu ważnemu spektaklowi odbiera nadmiar poetyckich wizji i scen na granicy pretensjonalności.
Andrzej Seweryn, wystawiając na swoje 80. urodziny tragedię Pierre’a Corneille’a (w dobrym, pierwszym całościowym przekładzie na polski Jerzego Radziwiłowicza), złożył hołd recytatorskiej tradycji paryskiej Comédie-Française, w której spędził dwie dekady swojego zawodowego życia.
Premiera ta jest jednym z ostatnich akordów obecnej ekipy kierującej poznańską operą – od przyszłego sezonu teatr ten czeka zmiana. Miejmy jednak nadzieję, że sam spektakl pozostanie w repertuarze.
Spektakl nuży – co może być zamierzone, nałóg, jak każdy przymus, jest nużący.
Tym przedstawieniem – 153. w swojej intensywnej karierze – reż. Marek Weiss żegna się ze sceną. Tak przynajmniej twierdzi.
Znakomitą muzykę z dowcipem i dystansem wykonują soliści i muzycy Opery Wrocławskiej.
Popremierowy olbrzymi i pozytywny odzew w mediach społecznościowych pokazuje, że temat rezonuje i nawet ryzykowna forma nie okazała się dla telewizyjnych widzów barierą.
Teatralna adaptacja 600-stronicowej, uhonorowanej Literacką Nagrodą Europy Środkowej Angelus powieści kondensuje rozlicznie poruszane przez autora wątki do czterogodzinnego seansu pamięci i tożsamości.
Czas feministycznych esejów minął, zamiast teorii – codzienna praktyka, a szczera rozmowa czyni cuda.