Oferta na pierwszy rok:

4 zł/tydzień

SUBSKRYBUJ
Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 24,99 zł!

Subskrybuj
Teatr

Szewcy bez formy

Recenzja spektaklu: "Szewcy", reż. Maciej Prus

Dziwna sprawa z tymi „Szewcami” Witkacego. Co inscenizacja, to porażka.

Dziwna sprawa z tymi „Szewcami” Witkacego. Niby trudniej o bardziej aktualną sztukę w czasie, gdy skompromitowała się finansjera, w powietrzu znów wisi pytanie o rewolucję antykapitalistyczną i trwają gorączkowe poszukiwania nowej idei. Tymczasem jej inscenizacje jakoś się nie udają. Niedawno klęskę poniósł Jan Klata, który w TR Warszawa próbował pożenić Witkacego ze Slavojem Žižkiem. Teraz na tarczy wynieśli z warszawskiego Teatru Polskiego Macieja Prusa.

Reżyser po dramat Witkacego sięgał już trzykrotnie, czwarta realizacja zainaugurowała działalność Sceny Kameralnej Polskiego. Inscenizacja jest realistyczna, żadnych Witkacowskich dziwności. Ot, zakład szewski, w którym Sajetan Tempe z czeladnikami robią buty, narzekają na swój los wyrobników, marzą o pięknych kobietach i smacznych potrawach. Tempe, zwykle grany jako prosty rzemieślnik, w interpretacji Olgierda Łukaszewicza miał prawdopodobnie być postacią tragiczną – inteligentem zaplątanym w wir Historii: wywoła rewolucję, która w końcu go pożre, a świat pozostanie, jaki był – obojętne, czy rządzi nim zepsuta arystokracja, zakompleksione mieszczaństwo czy głodny konsumpcji proletariat.

Wszystkim chodzi o to samo: przywileje i wygody. Jednak Prus odebrał Witkacemu formę, a nie dał w zamian niczego, co uwiarygodniałoby niekończące się monologi bohaterów, naszpikowane piętrowymi konstrukcjami słownymi, teoriami politycznymi i filozoficznymi. Pogubieni w tych słownych gąszczach aktorzy nie wiedzą, co grają, a spektakl snuje się przez dwie godziny, pozostawiając widza idealnie obojętnym. Czyli: scena nowa, a Teatr Polski jak zawsze.

Polityka 47.2009 (2732) z dnia 21.11.2009; Kultura; s. 47
Oryginalny tytuł tekstu: "Szewcy bez formy"
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Każde „nie” to głos szatana. Przemoc księży egzorcystów wychodzi na światło dzienne

W czasie śledztwa zamiast skupić się na tym, że odebrano mi wolność i molestowano, zajmowano się udowodnieniem, czy umiem mówić po aramejsku. Gdyby zmienić słowa „oprawca ksiądz” na „oprawca mężczyzna”, optyka na to, co się stało, byłaby zupełnie inna – mówi Irena, egzorcyzmowana wbrew woli przez kilkunastu księży.

Agata Szczerbiak
13.06.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną