Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Polskość. Rekonstrukcja

Recenzja spektaklu: "Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna", reż. Paweł Wodziński

Już sam rozmach dzieła budzi szacunek

Paweł Wodziński wystawił w Teatrze Polskim w Bydgoszczy własną adaptację pięciu dramatów Juliusza Słowackiego, kolejno: „Mazepy”, „Snu srebrnego Salomei”, „Księdza Marka”, „Horsztyńskiego” i „Kordiana”. Podczas prawie sześciogodzinnego spektaklu zatytułowanego „Słowacki. 5 dramatów. Rekonstrukcja historyczna” rekonstruowana będzie polska tożsamość narodowa.

Wodziński, za pomocą tekstów wieszcza i teorii postkolonialnej Edwarda Saida, pokazuje kształtowanie się polskości pomiędzy uleganiem przemocy wielkich mocarstw, z Rosją na czele, a stosowaniem przemocy wobec słabszych narodów: Ukraińców i Żydów; między byciem kolonizowanym a kolonizatorem. Stąd przenoszona z pokolenia na pokolenie pokrywająca kompleksy chorobliwa narodowa duma, ksenofobia, skłonność do wielkich słów i małych czynów, bezsilność.

Kolejne dramaty rozgrywane są w tej samej przestrzeni – mocno zdewastowanym, biednym i brzydkim wnętrzu ni to kresowego dworku, ni inteligenckiego domu. Aktorzy, występujący we współczesnych ubraniach, na które czasem narzucą carski płaszcz czy suknię na kole, pięć razy napiszą na drzwiach: „K+M+B” – symbol katolickich korzeni Polski i rok akcji kolejnych sztuk. Spychane i zrzucane pod scenę fragmenty dekoracji, rekwizytorium polskiej historii, staną się Mont Blanc, na którym Kordian (świetny Michał Czachor, równie dobry także jako Zbigniew w „Mazepie”, Lew w „Śnie srebrnym Salomei” i Szczęsny w „Horsztyńskim”) wygłosi monolog wiary i zwątpienia. By w finale dołączyć do reszty aktorów wesoło bawiących się w dmuchanym, festynowym zamku.

Ironiczny komentarz do obowiązującego festynowego modelu rekonstrukcji naszej historii.

 

Polityka 7.2010 (2743) z dnia 13.02.2010; Kultura; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Polskość. Rekonstrukcja"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Rząd tnie cesarki, choć Polki boją się rodzić naturalnie. Co się dzieje na porodówkach?

Polka idzie dziś po zaświadczenie od psychiatry nie tylko wtedy, kiedy potrzebuje aborcji, ale i po to, żeby zagwarantować sobie cesarskie cięcie. Rodzi w ten sposób już co druga. Eksperci WHO i ONZ przypatrują się tej sytuacji ze zdziwieniem, pytając, co właściwie dzieje się na polskich porodówkach?

Agata Szczerbiak
02.12.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną