Teatr

Zły „Zły”

Recenzja spektaklu: "Zły", reż. Jan Buchwald

materiały prasowe
Nie mając pomysłu na całość, reżyser miesza style i znaki.

Można sobie łatwo wyobrazić legendarną powieść Tyrmanda, z motywem peerelowskiego superbohatera, romansem, aferą kryminalną i realiami odbudowującej się po wojnie Warszawy, jako świetny materiał na zrealizowany z rozmachem musical. Ironiczny, pastiszowy albo na serio. Ale na to musimy jeszcze poczekać, to bowiem, co można zobaczyć w Powszechnym, jest żałosną hybrydą, bez rozmachu, za to z pretensjami do publicystyki. To nie musical, choć każdą niemal scenę wieńczy piosenka (śpiewana w manierze wrocławskiego festiwalu piosenki aktorskiej z jego najgorszych lat), a zmiany dekoracji przykrywane są pantomimami (tematy: „kolejka po pomarańcze”, „czekanie na przystanku na autobus”, „dansing w Kameralnej”).

Nie mając pomysłu na całość, reżyser miesza style i znaki. Wyświetlony na ścianie rysowany komiksową kreską portret Złego i pokazywane w zwolnionym tempie bójki mają chyba dowodzić, że Buchwaldowi motyw superbohatera nie jest obcy. Tyle że nic z tego nie wynika. Reszta bohaterów z kolei przybyła do spektaklu z jakiejś farsy: są jednowymiarowi i karykaturalni (najsłabsi ci pierwszoplanowi, znacznie lepszy jest drugi plan: Sławomir Pacek w roli Roberta Kruszyny, boksera z pretensjami, czy Maria Robaszkiewicz jako sekretarka Aniela). Aktorski dystans do postaci sąsiaduje z „grą na całość”, pójściem w tani psychologizm. Po co to całe trzygodzinne ciąganie Tyrmanda po scenie, dowiadujemy się z ostatniej, dopisanej autorowi sceny. Otóż jedną z osi powieściowej akcji jest szwindel z biletami na oczekiwany przez rodaków mecz Polska-Węgry. A że wkrótce na sąsiadującym z Teatrem Powszechnym Stadionie Narodowym odbędą się mecze z okazji Euro 2012...

Zły, Leopold Tyrmand, reż. Jan Buchwald, Teatr Powszechny w Warszawie

Polityka 45.2010 (2781) z dnia 06.11.2010; Kultura; s. 73
Oryginalny tytuł tekstu: "Zły „Zły”"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Tata Maty

W przewrotnym sensie jest beneficjentem rządów PiS, gdyż będąc ich konsekwentnym krytykiem, stał się znaczącą osobistością życia publicznego. Niektórzy określają go mianem „opozycyjnego celebryty”, na co Marcin Matczak nieco się zżyma. Ale w sumie nieźle oddaje ono jego status.

Rafał Kalukin
18.10.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną