Recenzja spektaklu: "Król dramatu", reż. Łukasz Kos

Król chałtury
„Król dramatu” jest groteskowym autoportretem środowiska twórców, którzy marzą o sztuce, ale Polska, historia, polityka i gust widowni sprzysięgły się, by wciągnąć ich w bagno chałtury.
Tomasz Karolak i dwie (z trzech) żon: Małgorzata Kożuchowska i Joanna Niemirska
Teatr IMKA/materiały prasowe

Tomasz Karolak i dwie (z trzech) żon: Małgorzata Kożuchowska i Joanna Niemirska

Trzech 40-latków: dramatopisarz, reżyser i aktor grający głównego bohatera spektaklu (jednocześnie dyrektor Teatru IMKA), postanowiło stworzyć zapis frustracji zawodowych i prywatnych oraz marzeń niespełnionych i wstydliwych artysty w kryzysie twórczym i mężczyzny u progu kryzysu wieku średniego jednocześnie. Tomasz Karolak jako tytułowy król dramatu jest pisarzem po dostrzeżonym debiucie i z dwoma kolejnymi, już znacznie gorszymi, książkami na koncie, coraz bardziej desperacko szukającym pomysłu na następne dzieło. Próbuje, jak w debiucie, sięgnąć po wątki autobiograficzne – jakaś traumatyczno-groteskowa rozmowa z pierwszą żoną (Małgorzata Kożuchowska), kłótnie z kolejnymi wcieleniami ojca (Kazimierz Kaczor, Grzegorz Warchoł, Marian Kociniak), rozczarowanymi synem-nieudacznikiem, jakaś fanka-kochanka, widmo rozwodu z trzecią żoną (Joanna Niemirska).

Podobnie jałowe są próby zostania pisarzem generacyjnym. Bo jaka to generacja? Za młodzi na prawdziwą walkę z komunizmem, za starzy, by zostać prawdziwymi kapitalistami. Nie wypala też kolejny temat – polskość. Bo co to za kraj? Przaśnie, siermiężnie, prowincjonalnie – zamiast królem dramatu, można co najwyżej zostać królem chałtury, twórcą kilkuset odcinków (środkowych) telenoweli krajowego chowu, która powstaje tylko po to, żeby producent mógł sprzedać produkt o nazwie „Flupy z dupy”. I jeszcze refren spektaklu: „Pierdolnij się w głowę, bo to, co piszesz, jest do chuja nie podobne” – rzucane bohaterowi przez rodaków tak samo sfrustrowanych i naładowanych agresją jak on.

„Król dramatu” jest groteskowym autoportretem środowiska twórców, którzy marzą o sztuce, ale Polska, historia, polityka i gust widowni sprzysięgły się, by wciągnąć ich w bagno chałtury i przemienić w sfrustrowanych wyrobników. Przypomina w tym niedawną premierę Teatru Montownia „AAA Zatrudnimy clowna”, którą artyści uczcili 15-lecie działalności. Też gorzko, trochę autoironicznie, jednocześnie niezbyt odkrywczo i po amatorsku.

Marek Modzelewski, Król dramatu, reż. Łukasz Kos, Teatr IMKA w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną