Recenzja spektaklu: "Filoktet", reż. Barbara Wysocka

Ekstremiści
Odys i Filoktet, obaj ekstremiści, jeden przekonany, że cel uświęca środki, drugi czyniący fetysz ze swojej krzywdy i odrzucenia, walczą o duszę Neoptolema.
Od lewej: Wiesław Cichy jako Odyseusz i Adam Szczyszczaj jako Neoptolemos.
Bartłomiej Kudowicz/Forum

Od lewej: Wiesław Cichy jako Odyseusz i Adam Szczyszczaj jako Neoptolemos.

Wiem, że ty, synu, masz w swojej naturze/żeby nie kłamać i nie knuć podstępów,/lecz przecież miło jest odnieść zwycięstwo./Przełam się! Potem będziemy moralni” – przekonuje młodego Neoptolemosa (Adam Szczyszczaj), syna Achillesa, cyniczny i doświadczony Odyseusz (Wiesław Cichy). Celem jest skłonienie Filokteta (Marcin Czarnik) – którego, ukąszonego przez żmiję, Odys z kompanami porzucili niemal dekadę wcześniej na wyspie Lemnos – do wspólnego ruszenia na Troję.

Wysocka napisaną w 409 r. p.n.e. sztukę inscenizuje jako ciąg psychologiczno-politycznych negocjacji rozgrywanych na pochyłym podeście, do wtóru riffów gitarowych (Rafał Kronenberger w roli chóru). Do tego przystojni aktorzy Polskiego w paramilitarnych kostiumach i rzeź pod Troją w rytm „Riders on the Storm” Doorsów na finał. Ładny drobiazg.

 

Sofokles, Filoktet, reż. Barbara Wysocka, Teatr Polski we Wrocławiu

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną