Recenzja spektaklu: "Anna Bolena", reż. Janina Niesobska

Królowa pięknie śpiewa
Spektakl robi pozytywne wrażenie.
Joanna Woś (z lewej) jako Anna Bolena.
Maciej Piąsta/materiały prasowe

Joanna Woś (z lewej) jako Anna Bolena.

Można by się zastanawiać, dlaczego smutna historia angielskiej królowej Anny Boleny, drugiej żony Henryka VIII, matki przyszłej Elżbiety I, opisana operowo przez Donizettiego, została wybrana na otwarcie łódzkiego Teatru Wielkiego po prawie półtorarocznym remoncie. Odpowiedź jest jednak oczywista: ponieważ ten teatr ma w zespole najwybitniejszą w Polsce wykonawczynię belcanta, która rozumie ten rodzaj opery jak nikt, czyli Joannę Woś. Artystka ta poza pięknym głosem ma też prawdziwą charyzmę, jest więc znakomita w roli nieszczęśliwej królowej; towarzyszący jej śpiewacy pozostają za nią nieco w tyle, ale ogólnie są na przyzwoitym poziomie. Aleksander Teliga jest odpychającym królem, Bernadetta Grabias – Jane Seymour, jego namiętną kochanką (i przyszłą kolejną żoną), rozdartą między uczuciem a lojalnością wobec swojej królowej, Pavlo Tolstoy – dawnym ukochanym Anny, Olga Maroszek – zakochanym w niej młodym Smetonem.

Inscenizacja została zaplanowana tak, by pokazać unowocześnienie sceny, wciąż więc coś jeździ w prawo i w lewo, do przodu i do tyłu, w jednej ze scen pojawia się żywy koń (trochę bez sensu – szkoda męczącego się zwierzęcia), a scenografia finału (scenografem jest dyrektor artystyczny teatru Waldemar Zawodziński) przypomina dawniejszy, estetyzujący okres scenicznej działalności Trelińskiego. W sumie jednak spektakl robi pozytywne wrażenie: ta scena w obecnej formie nieźle rokuje.

 

Gaetano Donizetti, Anna Bolena, reż. Janina Niesobska, Teatr Wielki w Łodzi

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną