Teatr

Cztery godziny w „Lodzie”

Recenzja spektaklu: "Lód", reż. Janusz Opryński

Eksperymentują, od lewej: Nikola Tesla (Łukasz Lewandowski), Benedykt Gierosławski (Sławomir Grzymkowski) i Christine Filipov (Eliza Borowska). Eksperymentują, od lewej: Nikola Tesla (Łukasz Lewandowski), Benedykt Gierosławski (Sławomir Grzymkowski) i Christine Filipov (Eliza Borowska). Piotr Michalski / Agencja Gazeta
Czterogodzinny spektakl wypełniają słowa, słowa, słowa.

W ponad 1100-stronicowej powieści-potworze Jacka Dukaja upadek meteorytu tunguskiego zmienił klimat naszej części Europy oraz Historię. Jest pierwsza ćwiartka XX w., ale I wojna światowa nie wybuchła, Polska pozostaje pod zaborem rosyjskim, na Syberii polscy inżynierowie – potomkowie zesłańców – robią wielkie biznesy na wydobywaniu i przetwarzaniu nowych minerałów: zimnaza i tungetytu. Wymyślone przez Dukaja stronnictwa: liedniaków (za zamrożeniem) i ottiepielników (chcą odmrożenia świata) oraz sekty (marcynowcy) dołączają do bogatego zbioru rosyjskich ruchów ideologicznych i mistycznych przełomu XIX i XX w. Obiektem ich zakusów staje się Benedykt Gierosławski (najlepszy z 11-osobowej obsady Sławomir Grzymkowski) – matematyk, logik i hazardzista, jednocześnie syn zesłańca, który ponoć ma kontakt z Lutymi – obdarzonymi jakąś formą świadomości formacjami lodowymi – a tym samym także wpływ na klimat i Historię.

Janusza Opryńskiego, który kilka lat temu zaadaptował na scenę „Braci Karamazow” Dostojewskiego, ujęła w powieści Dukaja jej „rosyjskość”. Ów żar metafizyczny, ogniste spory ideologiczne, odmienianie słów Bóg (od miłosierdzia, wstydu i przebaczenia po Bogo/ojco-bójstwo) i Historia przez wszystkie przypadki. Ujęła i przerosła. Czterogodzinny spektakl wypełniają słowa, słowa, słowa. Głucho brzmiące i puste, bo wypowiadane bez zrozumienia, niepoparte pracą z aktorami i nieniesione przez ubogą i archaiczną inscenizację.

 

Jacek Dukaj, Lód, adaptacja i reżyseria Janusz Opryński, Teatr Provisorium w Lublinie

Polityka 43.2013 (2930) z dnia 22.10.2013; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Cztery godziny w „Lodzie”"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną