Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Namiętność filozofów

Recenzja spektaklu: "Rzecz o banalności miłości", reż. Wawrzyniec Kostrzewski

Młoda Arendt i Heidegger w wykonaniu Martyny Kowalik i Adama Ferencego. Młoda Arendt i Heidegger w wykonaniu Martyny Kowalik i Adama Ferencego. Jacek Domiński / Reporter
Reżyser pozwala wybrzmieć wielowarstwowej treści sztuki, aktorom zaś nie przeszkadza.

Izraelska dramatopisarka w skomplikowanym związku filozofów – Żydówki Hanny Arendt i nazistowskiego kolaboranta Martina Heideggera – zobaczyła materiał na sztukę o miłości kobiety do mężczyzny, uczennicy do nauczyciela oraz niemieckich Żydów do kultury niemieckiej. Miłości, która trwa, mimo że mężczyzna porzucił, nauczyciel zdradził, a kultura niemiecka odepchnęła. W „Rzeczy o banalności miłości” starzejąca się i schorowana Arendt udziela wywiadu. Wcześniej konfrontowała innych z niewygodnymi prawdami o nich samych – była bojkotowana w Izraelu za stwierdzenie, że żydowskie Judenraty instalowane w gettach przez Niemców nie musiały wypełniać rozkazów SS, mogły się zbuntować, ale tego nie zrobiły. Teraz musi głęboko zajrzeć we własną duszę.

Kostrzewski nie ma porywającego pomysłu inscenizacyjnego. Raczej pozwala wybrzmieć wielowarstwowej treści sztuki, aktorom zaś nie przeszkadza. Halina Skoczyńska w roli dystyngowanej, starszej wersji Arendt jest świetna, Martyna Kowalik w roli jej młodszej wersji wypada przy niej blado. Zaś Adam Ferency gra Heideggera – o którym Arendt mówi, że był nie tylko wybitnym umysłem, ale też „ostatnim niemieckim romantykiem” – jako śliskie indywiduum, prostaka i chama. W jednej ze scen „szczeka” jak przemawiający do tłumów Hitler z kronik filmowych. To symbol finezji tej inscenizacji.

 

Savyon Liebrecht, Rzecz o banalności miłości, reż. Wawrzyniec Kostrzewski, Teatr Dramatyczny w Warszawie

Polityka 5.2014 (2943) z dnia 28.01.2014; Afisz. Premiery; s. 77
Oryginalny tytuł tekstu: "Namiętność filozofów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Tadeusz Gołębiewski. Król odszedł, niestety hotele zostały

Odszedł król polskich hoteli – mówią miłośnicy Tadeusza Gołębiewskiego. – Niestety jego hotele zostały – dodają oponenci.

Juliusz Ćwieluch
28.06.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną