Teatr

Wycinanki z Brechta

Oczami wyobraźni już widziałam te tłumy alterglobalistów urządzających na rozpoczęcie nowego sezonu w pluszach i atłasach Teatru Narodowego standing ovation po zdaniu: „Większym przestępstwem od napadania na bank jest jego posiadanie”.

Co za wizja! Reżyser „Happy endu” Tadeusz Bradecki też jej chyba doznał, bo sztuczkę Brechta i Weilla z polityki czym prędzej wykastrował. W zamian miała być zabawna i nostalgiczna rzecz o „latach dwudziestych, latach trzydziestych”, historia o tym, jak to gang Ćmy i żołnierze Armii Zbawienia łączą siły, by pomagać biednym.

Miała, ale na przeszkodzie stanął brak pomysłów reżyserskich, zarówno na całość, jak i poszczególne numery, na które w efekcie rozpada się przedstawienie. Aktorzy robią w tej sytuacji, co mogą. Niestety, nie pomaga im ani scenografia: kilka plastikowych krzeseł i nędzny barek, ani nijakie, ledwo kojarzące się z gangsterskimi kapeluszami i lakierami kostiumy. Ani to, że nikt z nich nie potrafi tańczyć.

Lepiej jest ze śpiewaniem, tyle że songi Brechta zdążyli nam obrzydzić śpiewający aktorzy na festiwalu we Wrocławiu.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak kwarantanna odbije się na naszym zdrowiu

Siedzimy na huśtawce społecznej i politycznej. Z jednej strony dyscyplina sanitarna, z drugiej masowe manifestacje oraz bandyckie rozróby na ulicach. Chaos, bezładne poczynania władzy, jak zapowiedź tzw. narodowej kwarantanny, wzmacniają nasz niepokój.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną