Teatr

Klony na ruinach

Recenzja spektaklu: „Możliwość wyspy”, reż. Magda Szpecht

3,5-godzinny spektakl spowija melancholia. 3,5-godzinny spektakl spowija melancholia. Jacek Domiński / Reporter
TR Warszawa 250-lecie polskiego teatru publicznego postanowił uczcić spektaklem, który patrzy w przyszłość.

„Możliwości wyspy”, debiutowi reżyserskiemu studentki krakowskiej PWST, daleko jednak do optymizmu. W futurystycznej wizji Houellebecqa ludzkość dzieli się na dzikich, żyjących w plemionach, oraz nadludzi odżywiających się za pomocą fotosyntezy i, dzięki klonowaniu, na swój sposób nieśmiertelnych. Pisarz w serii słabych i męczących opowieści miesza relacje ze sterylnego, zabójczo nudnego świata klonów z migawkami ze współczesności, w których pokazuje rozpadające się relacje miłosne, niszczone przez ludzki egoizm. 3,5-godzinny spektakl Magdy Szpecht składa się z serii przesiąkniętych melancholią scen, rozgrywanych m.in. w przezroczystym tunelu wpuszczonym w przyteatralny ogródek (scenografia Zbigniew Libera), w tak powolnym rytmie, że sam Krystian Lupa mógłby pozazdrościć. Pretensjonalne kwestie da się znieść głównie dzięki świetnym aktorom TR i ich stylowi gry – na granicy zaangażowania i ironicznego dystansu. Najbardziej intryguje ostatnia część, która jest relacją wideo z wędrówki klonów (Rafał Maćkowiak z psem Siri i Sandra Korzeniak) po Warszawie, która składa się z postindustrialnych ruin oraz Świątyni Opatrzności Bożej. Konsekwencje ostatnich wyborów?

Możliwość wyspy według Michela Houellebecqa, reż. Magda Szpecht, TR Warszawa

Polityka 49.2015 (3038) z dnia 01.12.2015; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Klony na ruinach"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Rafał Wojaczek pod gwiazdą rozpaczną

Swego czasu stał się idolem i do dziś rozbudza namiętności wśród czytelników. Spośród wielu młodo zmarłych literackich straceńców i nadwrażliwców może jeszcze Halina Poświatowska wywołuje czytelnicze emocje. Blednie za to mit Edwarda Stachury, mało kto wraca do wierszy Andrzeja Bursy czy prozy Marka Hłaski. Dlaczego jedne literackie legendy trwają, inne zdają się rozwiewać?

Mirosław Pęczak
08.12.2001
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną