Recenzja spektaklu: „Możliwość wyspy”, reż. Magda Szpecht

Klony na ruinach
TR Warszawa 250-lecie polskiego teatru publicznego postanowił uczcić spektaklem, który patrzy w przyszłość.
3,5-godzinny spektakl spowija melancholia.
Jacek Domiński/Reporter

3,5-godzinny spektakl spowija melancholia.

„Możliwości wyspy”, debiutowi reżyserskiemu studentki krakowskiej PWST, daleko jednak do optymizmu. W futurystycznej wizji Houellebecqa ludzkość dzieli się na dzikich, żyjących w plemionach, oraz nadludzi odżywiających się za pomocą fotosyntezy i, dzięki klonowaniu, na swój sposób nieśmiertelnych. Pisarz w serii słabych i męczących opowieści miesza relacje ze sterylnego, zabójczo nudnego świata klonów z migawkami ze współczesności, w których pokazuje rozpadające się relacje miłosne, niszczone przez ludzki egoizm. 3,5-godzinny spektakl Magdy Szpecht składa się z serii przesiąkniętych melancholią scen, rozgrywanych m.in. w przezroczystym tunelu wpuszczonym w przyteatralny ogródek (scenografia Zbigniew Libera), w tak powolnym rytmie, że sam Krystian Lupa mógłby pozazdrościć. Pretensjonalne kwestie da się znieść głównie dzięki świetnym aktorom TR i ich stylowi gry – na granicy zaangażowania i ironicznego dystansu. Najbardziej intryguje ostatnia część, która jest relacją wideo z wędrówki klonów (Rafał Maćkowiak z psem Siri i Sandra Korzeniak) po Warszawie, która składa się z postindustrialnych ruin oraz Świątyni Opatrzności Bożej. Konsekwencje ostatnich wyborów?

Możliwość wyspy według Michela Houellebecqa, reż. Magda Szpecht, TR Warszawa

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną