Recenzja spektaklu: „Juliusz Cezar”, reż. Barbara Wysocka

Co lud kupi
Gdy do władzy dochodzi trybun ludowy Juliusz Cezar, część senatorów, zaniepokojonych rozmiarem posiadanej przez (rzekomego) tyrana władzy, zawiązuje spisek.
„Juliusz Cezar” we współczesnych kostiumach
Jacek Domiński/Reporter

„Juliusz Cezar” we współczesnych kostiumach

Obalenie władcy okazuje się dużo łatwiejsze niż rządzenie podzielonym krajem, efektem jest wojna domowa i chaos. W „Juliuszu Cezarze” Barbary Wysockiej z warszawskiego Powszechnego nie brakuje aluzji do współczesnej Polski (do demonstracji, w domyśle KOD, do kupowania poparcia ludu za sumę „między 400 a 600 zł”, do powracających dziś odwołań do PRL – ścieżkę dźwiękową tworzą przeboje alternatywy lat 80., całość wieńczy nagranie generała Jaruzelskiego ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego). Spektakl jednak nie portretuje konkretnych polityków i nie staje też po żadnej ze stron. Przeciwnie, zadowolony z siebie Cezar (Michał Jarmicki) sprawiający wrażenie przyspawania do fotela parlamentarzysty i histerycznie skaczący po swoich, zdziecinniali spiskowcy (Michał Czachor, Arkadiusz Brykalski i Mateusz Łasowski) są bliskimi współpracownikami, dziećmi tej samej kultury politycznej. Równie infantylny i krótkowzroczny jest upominający się o dziedzictwo Cezara Marek Antoniusz (Barbara Wysocka). Zaś sam lud, łatwo ulegający każdej propagandzie, łykający każdy frazes, nie zasłużył na lepszy los niż kręcenie się na karuzeli historii, czego symbolem obracająca się na scenie widownia – parlament, w której wraz z rozwojem akcji kłuje oczy coraz więcej spalonych i powyrywanych foteli.

William Shakespeare, Juliusz Cezar, reż. Barbara Wysocka, Teatr Powszechny w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną