Rabat na prenumeratę cyfrową Polityki

kup taniej do 50%

Subskrybuj
Teatr

Oniegin i rewolucja

Recenzja spektaklu: „Eugeniusz Oniegin”, reż. Paweł Szkotak

Dorota Wójcik (Tatiana) i Stanisław Kuflyuk (Oniegin) Dorota Wójcik (Tatiana) i Stanisław Kuflyuk (Oniegin) Joanna Miklaszewska / materiały prasowe
Założyciel Teatru Biuro Podróży i wieloletni dyrektor poznańskiego Teatru Polskiego zdecydował się na kolejny eksperyment z reżyserowaniem opery.

Prawdę mówiąc, wymagający cierpliwości widzów. Pomysł ogólnie był taki, że Oniegin wraca z podróży, w którą udał się po tym, jak zabił w pojedynku swego przyjaciela Leńskiego, prosto w paszczę nowo powstałego reżimu bolszewików. Jeśli widz udaje się na spektakl nieuprzedzony, czeka go większość opery – dwa akty – wystawione po bożemu, aż do przesady: w roli dworu Łarinów występuje estetyczna, acz jednak wiejska drewniana chatka wśród brzóz, a na stole stoi nawet samowar. Tylko na początku Oniegin jest na scenę wrzucany i mamy się domyślać, że właśnie wyszedł z łagru, a to, co następuje, to jego wspomnienia. Efekt nie spełnia zadania, bo szybko się o tym początku zapomina i pozostaje zdziwienie, co się stało reżyserowi, że takie dosłowności pokazuje. W III akcie mamy jednak już rewolucyjną przemoc, księcia Griemina jako generała Armii Czerwonej, a Tatianę niezrównoważoną psychicznie (w tekście coś całkiem przeciwnego). Wszystko to nie bardzo się składa. Rzecz ratuje strona muzyczna pod batutą Wojciecha Rodka; w pierwszej obsadzie mocny jest zwłaszcza główny duet: Dorota Wójcik (Tatiana), która właśnie obchodzi 25-lecie pracy scenicznej, i Stanisław Kuflyuk (Oniegin).

Piotr Czajkowski, Eugeniusz Oniegin, reż. Paweł Szkotak, Teatr Wielki w Łodzi

Polityka 46.2016 (3085) z dnia 07.11.2016; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Oniegin i rewolucja"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Opisał zbrodnię w pamiętniku. Ale czy naprawdę zabił ojczyma?

Grzegorz L. opisał w pamiętniku, jak zabił swojego ojczyma, ale teraz twierdzi, że wszystko zmyślił, bo grozi mu dożywocie. Sprawa wyszła na jaw po pięciu latach przez przypadek.

Radosław Krzesiński
04.10.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną