Recenzja spektaklu: „Eugeniusz Oniegin”, reż. Paweł Szkotak

Oniegin i rewolucja
Założyciel Teatru Biuro Podróży i wieloletni dyrektor poznańskiego Teatru Polskiego zdecydował się na kolejny eksperyment z reżyserowaniem opery.
Dorota Wójcik (Tatiana) i Stanisław Kuflyuk (Oniegin)
Joanna Miklaszewska/materiały prasowe

Dorota Wójcik (Tatiana) i Stanisław Kuflyuk (Oniegin)

Prawdę mówiąc, wymagający cierpliwości widzów. Pomysł ogólnie był taki, że Oniegin wraca z podróży, w którą udał się po tym, jak zabił w pojedynku swego przyjaciela Leńskiego, prosto w paszczę nowo powstałego reżimu bolszewików. Jeśli widz udaje się na spektakl nieuprzedzony, czeka go większość opery – dwa akty – wystawione po bożemu, aż do przesady: w roli dworu Łarinów występuje estetyczna, acz jednak wiejska drewniana chatka wśród brzóz, a na stole stoi nawet samowar. Tylko na początku Oniegin jest na scenę wrzucany i mamy się domyślać, że właśnie wyszedł z łagru, a to, co następuje, to jego wspomnienia. Efekt nie spełnia zadania, bo szybko się o tym początku zapomina i pozostaje zdziwienie, co się stało reżyserowi, że takie dosłowności pokazuje. W III akcie mamy jednak już rewolucyjną przemoc, księcia Griemina jako generała Armii Czerwonej, a Tatianę niezrównoważoną psychicznie (w tekście coś całkiem przeciwnego). Wszystko to nie bardzo się składa. Rzecz ratuje strona muzyczna pod batutą Wojciecha Rodka; w pierwszej obsadzie mocny jest zwłaszcza główny duet: Dorota Wójcik (Tatiana), która właśnie obchodzi 25-lecie pracy scenicznej, i Stanisław Kuflyuk (Oniegin).

Piotr Czajkowski, Eugeniusz Oniegin, reż. Paweł Szkotak, Teatr Wielki w Łodzi

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną