Recenzja spektaklu: „Wiele demonów”, reż. Mikołaj Grabowski

Wiele anegdot
Sarkazm sąsiaduje z tragizmem, Niebiosa i Piekło ze Śląskiem Cieszyńskim, codzienność PRL z rodzimą wersją realizmu magicznego.
„Wiele demonów”, reż. Mikołaj Grabowski
mana/materiały prasowe

„Wiele demonów”, reż. Mikołaj Grabowski

Kolejna już – po m.in. słynnych „Nartach Ojca Świętego” w reż. Piotra Cieplaka w Teatrze Narodowym czy przypominającej teatr radiowy „Pod Mocnym Aniołem” z warszawskiej Polonii – sceniczna adaptacja prozy Jerzego Pilcha to spektakl przegadany, ale w tym wypadku trudno z tego robić twórcom zarzut. Portret luterańskiej Sigły (literackiej wersji Wisły), jej ekscentrycznych mieszkańców i ich tytułowych demonów: mniej lub bardziej groźnych szaleństw, uzależnień, afektów, kompleksów, malowniczych wyparć i stłumień wychodzi Grabowskiemu podążającemu za Pilchową frazą pociągający. Choć skoro Sigła znaczy bagno, bardziej pasuje słowo wciągający. Osią fabularną jest tajemnicze zaginięcie jednej z pięknych córek pastora Mraka Oli i prowadzone przez siglan specyficzne śledztwo. Szybko ginie ono w potoku rozsadzających fabułę anegdot i monologów. O trumnie starego Wzmożka, która utknęła wraz z nieboszczykiem w stołowym, o luterskiej oszczędności każącej kupować za duże ubrania i broń Boże w jasnych, brudzących kolorach itd. Sarkazm sąsiaduje z tragizmem, Niebiosa i Piekło ze Śląskiem Cieszyńskim, codzienność PRL z rodzimą wersją realizmu magicznego. Królowe tego wieczoru są dwie: Iwona Bielska w monologu wdowy Wzmożkowej i Joanna Król w roli pastorowej.

Jerzy Pilch, Wiele demonów, reż. Mikołaj Grabowski, Teatr Nowy w Łodzi i Teatr IMKA w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną