Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Teatr

Niestety, paw

◊ ◊

Łukasz Kos, zauroczony językiem „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej, napisanej hiphopową frazą powieści o współczesnej Polsce, w której liczy się tylko to, co pokaże telewizor albo kolorowa prasa, postanowił, że w swojej adaptacji teatralnej nie usunie ani słowa.

W łódzkim Teatrze Studyjnym ze studentami ostatniego roku łódzkiej Filmówki zrealizował czteroipółgodzinne widowisko, w którym – jak by powiedział Jurek Owsiak – oj, się działo! W tym przypadku nie jest to, niestety, pochwała.

Początek stylistycznie jest jakby z Brechta: na tle rewiowej ramy jednakowo ubrani aktorzy opowiadają o swoich bohaterach. Reżyser dba jednak, żebyśmy się nie znudzili, więc w następnej części aktorzy wciąż opowiadają o swoich postaciach, ale już w kostiumach, i ogrywają tautologicznie tekst Masłowskiej.

Mały realizm egzystuje tu na równi z umownością – obok lady sklepowej czy zupki chińskiej pojawiają się przedmioty wycięte z tektury. Za chwilę do już bogatego wachlarza stylistyk dochodzi parodia: zawsze zabawny Bogusław Wołoszański i odgrywana, żeby było śmieszniej, przez dobrze zbudowanego chłopaka Nina Terentiew.

Jest także zespół rockowy z MC Doris – w tej roli aktorka podobna do Masłowskiej – na wokalu. A pod koniec reżyser funduje nam bal sylwestrowy z konfetti, tańcami, striptizem i atakiem epilepsji.

Aktorzy bawią się świetnie. Widzowie, zwłaszcza ci, którzy „Pawia królowej” przeczytali, znacznie gorzej.

Reklama

Czytaj także

null
Kultura

Musicale na fali. Taki mało rozśpiewany z nas naród, a nie ma spektaklu bez piosenki

Nie należymy do narodów rozśpiewanych, ale w teatrze trudno dziś znaleźć spektakl bez choćby jednej piosenki. Przybywa też dobrych rodzimych musicali.

Aneta Kyzioł
18.05.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną