Teatr

Niestety, paw

◊ ◊

Łukasz Kos, zauroczony językiem „Pawia królowej” Doroty Masłowskiej, napisanej hiphopową frazą powieści o współczesnej Polsce, w której liczy się tylko to, co pokaże telewizor albo kolorowa prasa, postanowił, że w swojej adaptacji teatralnej nie usunie ani słowa.

W łódzkim Teatrze Studyjnym ze studentami ostatniego roku łódzkiej Filmówki zrealizował czteroipółgodzinne widowisko, w którym – jak by powiedział Jurek Owsiak – oj, się działo! W tym przypadku nie jest to, niestety, pochwała.

Początek stylistycznie jest jakby z Brechta: na tle rewiowej ramy jednakowo ubrani aktorzy opowiadają o swoich bohaterach. Reżyser dba jednak, żebyśmy się nie znudzili, więc w następnej części aktorzy wciąż opowiadają o swoich postaciach, ale już w kostiumach, i ogrywają tautologicznie tekst Masłowskiej.

Mały realizm egzystuje tu na równi z umownością – obok lady sklepowej czy zupki chińskiej pojawiają się przedmioty wycięte z tektury. Za chwilę do już bogatego wachlarza stylistyk dochodzi parodia: zawsze zabawny Bogusław Wołoszański i odgrywana, żeby było śmieszniej, przez dobrze zbudowanego chłopaka Nina Terentiew.

Jest także zespół rockowy z MC Doris – w tej roli aktorka podobna do Masłowskiej – na wokalu. A pod koniec reżyser funduje nam bal sylwestrowy z konfetti, tańcami, striptizem i atakiem epilepsji.

Aktorzy bawią się świetnie. Widzowie, zwłaszcza ci, którzy „Pawia królowej” przeczytali, znacznie gorzej.

Reklama

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną