Recenzja spektaklu: „Trzy siostry”, reż. Jędrzej Piaskowski

Czechow á la MaBeNa
Lubelskie przedstawienie historii trzech wykształconych sióstr z rosyjskiej prowincji, które marzyły o przeprowadzce do Moskwy i prawdziwym życiu, ma narratorkę.
Od lewej: Maciej Grubich (Wierszynin), Wojciech Rusin (Kułygin) i Magdalena Sztejman (Olga).
Jakub Orzechowski/Agencja Gazeta

Od lewej: Maciej Grubich (Wierszynin), Wojciech Rusin (Kułygin) i Magdalena Sztejman (Olga).

Ubrana i zachowująca się jak konferansjerka na festiwalu pieśni żołnierskiej w Kołobrzegu wprowadza widzów w przedstawienie, zachwala tradycyjną formę inscenizacji klasycznej sztuki Antoniego Czechowa, piękne kostiumy oraz tradycyjny rosyjski samowar. Gdy sama wkracza do akcji, orientujemy się, że historia Prozorowów opowiadana jest z punktu widzenia Nataszy, przyszłej żony Andrzeja i szwagierki sióstr, prostej, wulgarnej, ale skutecznej dziewczyny, która w sztuce stopniowo przejmuje władzę nad domem i rodziną, a w inscenizacji Piaskowskiego przejęła już dawno. Spektakl Nataszy jest jak wizja Polski i świata w „Wiadomościach”: prosty i pod tezę. Panuje ład i porządek, najważniejszą wartością są dzieci, wycina się brzydkie drzewa i sadzi ładne kwiatki. Bezwolni bohaterowie nieprzesadnie protestują, może tylko Solony trochę się buntuje, reszta inteligentów odgrywa swoje, czyli gada, wygodnie na przemian się samooszukując i samobiczując.

Antoni Czechow, Trzy siostry, reż. Jędrzej Piaskowski, Teatr im. Osterwy w Lublinie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną