Recenzja spektaklu: „Teatr 2118”, reż. Anna Karasińska

Za sto lat
Pomysł kuratora Tomasza Platy, żeby w roku czczenia 100-lecia niepodległości zrobić cykl minispektakli nie o przeszłości, tylko o przyszłości, jest i przewrotny, i świeży, i dowcipny.
„Teatr 2118” – zła teraźniejszość zmusza do myślenia o przyszłości.
Jacek Domiński/Reporter

„Teatr 2118” – zła teraźniejszość zmusza do myślenia o przyszłości.

W planach są trzy spektakle, na razie, w Międzynarodowy Dzień Teatru, odbyła się premiera pierwszego. Anna Karasińska w typowym dla siebie, minimalistycznym stylu – piątka aktorów, krzesło i srebrna księżycowa bryła z tyłu sceny – przez godzinę snuje historyjki spod znaku „a może”. Zaczyna Magdalena Cielecka, na leżąco, od wyobrażenia sobie swojego pochówku na cmentarzu w rodzinnych Żarkach. Kolejni aktorzy odgrywają scenki o zawodach przyszłości (sprzątanie we wnętrzach wielkich ssaków morskich), randkach z robotami, sztucznej inteligencji, która utożsamia się ze zwierzętami, uprawianiu sztuki w przestrzeni międzyplanetarnej itp. Ładnie to wszystko napisane, ładnie odegrane, skromność to ponoć wciąż zaleta, ale w żaden, naprawdę żaden sposób nie porywa, nie zaskakuje, nawet nie ujmuje. „Idea 2118 narodziła się z prostej refleksji: zła teraźniejszość zmusza nas do myślenia o przyszłości. Na początku XX wieku podobny trud podjęli wizjonerzy pierwszej awangardy: wymyślili coś, czego jeszcze nie było. Nadszedł czas, by powtórzyć ich gest” – czytam na stronie Nowego Teatru. Może w kolejnych dwóch premierach?

Teatr 2118, scenariusz i reż. Anna Karasińska, Nowy Teatr w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną