Recenzja spektaklu: „Wielki Fryderyk”, reż. Jan Klata

My, Irokezi Europy
Aktorstwo jest mocną stroną tego przedstawienia.
Jan Peszek w roli Fryderyka Wielkiego, po jego bokach stoją Michał Kaleta (biskup Ignacy Krasicki) i Piotr B. Dąbrowski (von Rohdich).
Marek Zakrzewski/PAP

Jan Peszek w roli Fryderyka Wielkiego, po jego bokach stoją Michał Kaleta (biskup Ignacy Krasicki) i Piotr B. Dąbrowski (von Rohdich).

W poprzedniej premierze Klaty, kończącym jego dyrekcję w krakowskim Starym Teatrze „Weselu” Wyspiańskiego, chocholi taniec w popularnej wersji zombie trwał od pierwszej do ostatniej sceny. O polskiej niemocy jest też nowy spektakl reżysera. Nowaczyński, endek i pozytywista, akcję swojej „powieści dramatycznej” z 1910 r. umieścił tuż po I rozbiorze Rzeczpospolitej na dworze autora idei rozbiorów i twórcy potęgi Prus Fryderyka II, gdzie biskup Krasicki, ten od gorzkich fraszek, przybywa prosić o pieniądze. Spisany przez Nowaczyńskiego indeks polskich wad narodowych jest tyleż rozległy, co znany, powtarzany i po kolejnych pokoleniach Polaków spływający jak po kaczkach (choć wielokrotnie tu powtarzane porównanie Polaków do Irokezów jakoś dźwięczy w głowie).

Adolf Nowaczyński, Wielki Fryderyk, reż. Jan Klata, Teatr Polski w Poznaniu

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj