Teatr

Dwie sceny z Ibsena

◊ ◊ ◊

O najnowszej premierze w warszawskim Teatrze Powszechnym głośno zrobiło się, kiedy grająca panią Borkman Joanna Szczepkowska pokłóciła się z reżyserem Zbigniewem Zapasiewiczem i po raz kolejny odeszła z zespołu, grożąc teatrowi procesem o plagiat, jeśli wykorzysta jej pomysły.

Nie wykorzystał – kolejnego skandalu raczej więc nie będzie. Na pewno zaś nie ma dobrego przedstawienia.  

„Johna Gabriela Borkmana” zobaczyć warto właściwie dla dwóch scen. W obydwu grający tytułowego bohatera Zbigniew Zapasiewicz otrzymuje godnego siebie partnera Franciszka Pieczkę. Borkman dla realizowania swoich wyimaginowanych talentów bez skrupułów poświęcił najpierw miłość, następnie powierzone mu jako dyrektorowi banku pieniądze. Żyje przekonaniem, iż pewnego dnia powróci na fotel dyrektora banku, który zrujnował. Były współpracownik Borkmana Wilhelm (Franciszek Pieczka) żyje przekonaniem, że jest utalentowanym poetą.

To wielka przyjemność patrzeć, jak niezauważalnie przechodzą od wzajemnych zapewnień o szacunku i przyjaźni do wzajemnego demaskowania swoich mitomanii.

Reszta obsady jest – podobnie jak w „Zapasiewicz gra Becketta” – tylko tłem dla mistrza. Z równym zresztą trudem radzi sobie z noszeniem sztywnych kostiumów, co z wypowiadaniem dość momentami pretensjonalnych kwestii Ibsena.

Reklama

Czytaj także

Kultura

Kompozytorki wchodzą do gry

Kiedyś mieliśmy wśród kompozytorek pojedyncze przykłady spektakularnych karier. Ale najmłodsze pokolenie idzie całą ławą, co było widoczne na jesiennych festiwalach muzyki współczesnej.

Dorota Szwarcman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną