Teatr

Słodki Puccini

◊ ◊ ◊ ◊

Kolejna realizacja Mariusza Trelińskiego i Borisa F. Kudlički w Operze Narodowej „La Boheme” Pucciniego wyróżnia się swoistą schizofrenią.

Z jednej strony mamy przemyślaną koncepcję przestrzeni, uwspółcześnionej i przemyślnie zbudowanej, znów odważnie wykorzystującej kubaturę tej sceny. Wielka pracownia artysty multimedialnego dzięki systemowi żaluzji staje się w II akcie barem „Momus”, a w trzecim – ulicą przed wejściem do nocnego klubu.

Młodzi bohaterowie wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie przypominają filmowych „Egoistów” Trelińskiego – to po prostu twórcy przeżywający zwyczajne codzienne kłopoty. Ale zamiast muzyki klubowej, której moglibyśmy się w takim entourage’u spodziewać, brzmi słodki, romantyczny Puccini, gdzie Mimi umiera na suchoty (tu wygląda raczej jak po zażyciu narkotyków). Jej ukochany Rodolfo miota się trochę bez sensu, a trochę z przeinaczonym sensem (odpycha i rzuca na ziemię biedną Mimi w momencie, gdy wyśpiewuje słowa współczucia).

Takich niekonsekwencji jest więcej i nawet nawiązania do filmów Wong Kar-Waia (w których zdarza się przecież, że i opera pobrzmiewa) niewiele tu pomagają.

Walorem spektakli premierowych były głosy, zwłaszcza gości z Petersburga: Siergieja Semiszkura (Rodolfo), Kariny Czepurnowej (Musetta) i Jekateriny Sołowiowej (Mimi); z Polaków wyróżniali się Mikołaj Zalasiński (Marcello) i Wojciech Gierlach (Colline).

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pokolenie iGen: jakie jest i co mu zagraża

Przedstawiciele młodego pokolenia iGen nie wyobrażają sobie życia bez stałego kontaktu z całym światem, który jest zamknięty w małym pudełeczku, na dodatek w kieszeni – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog, profesor na Uniwersytecie SWPS we Wrocławiu.

Teresa Olszak
25.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną