Recenzja spektaklu: „Tosca”, reż. Barbara Wysocka

Tosca czasów terroru
Wykonawczyni roli tytułowej swoim wysilonym śpiewem i brakiem charyzmy scenicznej psuje efekt.
„Tosca”, reż. Barbara Wysocka
Krzysztof Bieliński/materiały prasowe

„Tosca”, reż. Barbara Wysocka

Trudno przenosić akcję „Toski” Pucciniego, jako że pada w niej wręcz nazwisko Bonapartego. Jednak Barbara Wysocka zdecydowała się ją przenieść w lata 70., zły czas dla Włoch, epokę Czerwonych Brygad i terroru. Jednak zmiany są na szczęście dyskretne i świadczy o nich, poza bezosobowymi strojami, tylko obecność starego telewizora oraz aparatu fotograficznego. Dekoracje, monumentalne jak zwykle u scenografki Barbary Hanickiej, są też raczej aluzją do klimatu rzymskiego – kolumnada, za którą kryje się kościół, nie przypomina św. Andrzeja w Rzymie, w którym rozgrywa się akt I. Palazzo Farnese z II aktu nie pojawia się, zamiast niego mamy współczesne więzienie, ale jego mur przypomina Zamek św. Anioła. Nie ma więc rewolucji, spektakl odbiera się jako dość tradycyjny, jedynym dziwactwem jest pojawianie się co jakiś czas wyświetlanych cytatów poetyckich. Akcja jednak nie jest zakłócana. Spektakl przygotowywał początkowo znakomity włoski dyrygent Paolo Arrivabeni, ale uległ wypadkowi i został zastąpiony w ostatnim tygodniu prób przez Tadeusza Kozłowskiego, znakomitego speca od tej muzyki. Szkoda tylko, że wykonawczyni roli tytułowej Svetlana Kasyan swoim wysilonym śpiewem i brakiem charyzmy scenicznej psuje efekt.

Giacomo Puccini, Tosca, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną