Teatr

Cyrulik stylista

Gioacchino Rossini a sprawa dostępu do teczek IPN.

Pierwsza z wiosennej serii premier „Cyrulika sewilskiego” Rossiniego w polskich operach odbyła się w Teatrze Wielkim w Łodzi. Reżyser Henryk Baranowski umieścił akcję w salonie „odnowy duszy i ciała”, w którym odgrywanie opery jest fragmentem terapii. Trochę to karkołomne i zbyt wiele absurdalnych zbitek tworzy, choć trzeba przyznać, że i w samym tekście libretta jest niemało absurdów.

Polskie wersje recytatywów (autorstwa reżysera) są trywialne, także w analogii do oryginału, ale w przeciwieństwie do niego brzmią niezręcznie. Kiepsko jest ze stroną wokalną, zwłaszcza drugiej obsady: większość, z Borysem Ławreniwem (Hrabia) na czele, nie ma nic do pokazania ani w dziedzinie aktorstwa, ani w dziedzinie głosu; wyjątkiem jest obiecująca młoda Rozyna Joanna Moskowicz. Za to warstwa wizualna (Piotr Szmitke) jest intrygująca: scenografia nawiązuje do konstruktywizmu, Caldera czy Mondriana, a sam autor na żywo komentuje akcję nieprzerwanym rysowaniem w stylistyce nieco picassowski ej; rysunki wyświetlane są na ekranie nad sceną (w komentarzu pojawił się też akcent polityczny – teczka z IPN, gdy mowa była o kartkach).

Wszystko to lepiej by jednak pasowało do dzieła dwudziestowiecznego.



 

Reklama

Czytaj także

null
Żyjmy Lepiej

Lepie kraulem czy żabką? Co daje ruch w wodzie? I czy w basenie można tylko pływać

Dr Katarzyna Dzioban o tym, jakie korzyści przynosi człowiekowi ruch w wodzie i że nie musi on polegać tylko na pływaniu.

Teresa Olszak
28.07.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną